Piotr R. i Mateusz N., oskarżeni o zabójstwo stołecznego policjanta Andrzeja Struja częściowo przyznali się do winy. Od kilku godzin warszawski sąd słucha wyjaśnień świadków tragicznych wydarzeń z lutego ubiegłego roku. Napastnikom, którzy w chwili napaści nie mieli ukończonych 18 lat, grozi 25 lat więzienia.

REKLAMA

Zabójca policjanta Mateusz N. - jak relacjonuje obecny na sali sądowej reporter RMF FM Tomasz Skory - przyznaje się do zadania kilku ciosów nożem. Utrzymuje także, że nie wiedział, iż ma do czynienia z policjantem. Wprawdzie wcześniej zeznawał, że wiedział, że to funkcjonariusz, ale potem zeznania odwołał.

Według ustaleń śledczych, podczas utarczki z podpitym nastolatkiem Andrzej Struj pokazywał legitymację policyjną, ale jak dziś przed sądem tłumaczył Mateusz N. wziął ten dokument za "papiery" ochroniarza pobliskiego centrum handlowego.

Obaj oskarżeni twierdzą, że w bójce pierwszy uderzył policjant, który szybko obezwładnił Mateusza N. Napastnik wezwał na pomoc Piotra R., który odciągnął funkcjonariusza. Wtedy uwolniony napastnik zaczął zadawać ciosy nożem.

Piotr R. twierdzi, że o nożu nie wiedział, a kiedy go zobaczył - uciekł. Przyznaje się tylko do udziału w zajściu i pomocy koledze. Przeczą temu jednak zeznania świadków, którzy mówią, że pierwszy uciekł zabójca.

Mateusz N. pytany, po co nosił przy sobie 20-centymetrowy nóż kuchenny, odpowiedział, że miał swoje problemy i nie czuł się bezpiecznie.

Warszawski sąd zakazał dziennikarzom rejestrowania przebiegu rozprawy. Wyraził zgodę jedynie na nagrywanie momentu odczytania aktu oskarżenia.

Do zbrodni doszło 10 lutego ubiegłego roku na przystanku tramwajowym na warszawskiej Woli. 42-letni funkcjonariusz zwrócił uwagę dwóm niepełnoletnim młodym ludziom, którzy najpierw przeklinali na przystanku tramwajowym, a potem - gdy wsiadał do tramwaju - rzucili w kierunku jednego z wagonów koszem na śmieci. Jeden z wyrostków - jak się później okazało Piotr R. - przytrzymał policjanta, drugi - Mateusz N. zadał mu kilka ciosów nożem. Mimo reanimacji, policjanta nie udało się uratować.