Wystarczy twoje nazwisko, numer dowodu osobistego i PESEL, by wrobić cię w kredyt – ostrzega „Gazeta Wyborcza”. Gdy komornik zapuka do drzwi, jesteś bezradny. Gazeta opisuje przypadek 9 osób z Opola, które o tym, że mają niespłacone kredyty, dowiedziały się dopiero, gdy komornik zajął im część pensji.

REKLAMA

Przepis na oszustwo był prosty: trzeba było zdobyć personalia, numer dowodu i PESEL ofiary, wpisać je w formularz na stronie sklepu internetowego i zrobić zakupy na kredyt. W polu "adres" przy umowie kredytowej oszuści - dwoje starszych ludzi i ich syn stolarz - wpisywali swoje miejsce zamieszkania. Wyłudzali w ten sposób laptopy, aparaty fotograficzne, telewizor LCD. Kiedy kilka miesięcy później zaczęły przychodzić monity z banku, który udzielił kredytu, i od komornika, wyrzucali je do kosza.

Ani sklep, ani bank, ani też kurier, który dostarcza przesyłkę, nie zweryfikowali otrzymanych danych. Dopiero prokuratura ustaliła, że wszyscy opolanie padli ofiarą jednego mężczyzny od lat parającego się przestępstwami finansowymi. Pomagali mu rodzice, którzy odbierali przesyłki.

Jak się potem okazało, wrobienie nieznajomych w kredyt było tak proste, ponieważ dane wykorzystanych osób podane w formularzu były prawdziwe (nie licząc adresu). Bank - zgodnie ze standardową procedurą - sprawdził tylko to, czy dowód o podanym numerze nie figuruje w międzybankowej bazie dokumentów zastrzeżonych. Nie było go tam, bo dokument nie zginął.

Takie potwierdzenie wystarczyło, by wysłać kuriera z przesyłką i umową kredytową. Ten przed podpisaniem umowy powinien sprawdzić tożsamość klientów. Nie sprawdził. Wystarczył mu podpis na formularzu - nabazgrane nazwisko zamawiającego.

Jeśli kurier nie sprawdził dowodu osobistego, to prawdopodobnie mamy do czynienia z przestępstwem - zaznacza Przemysław Barbrich ze Związku Banków Polskich.

Oszuści cieszyli się towarem, a wrobieni nie zdawali sobie sprawy, co się święci - bo monity w sprawie spłaty kredytu przychodziły na adres oszusta. Gdy kilka miesięcy później komornik zajmował pieniądze na koncie czy pensję oszukanego, okazywało się, że jest za późno na reakcję.

Skąd rodzina oszustów mogła mieć dane? Z wielu miejsc. W Opolu trzeba zostawić dowód np. przy wypożyczaniu łyżew na ślizgawce. Albo wynajmowaniu pokoju w hotelu.

Dane osobowe są obecnie cennym towarem, poszukiwanym m.in. przez ludzi, którzy chcą je wykorzystać w celach przestępczych - przestrzega Wojciech Wiewiórowski, generalny inspektor ochrony danych osobowych. Przestępcy wyłudzający dane są niezwykle pomysłowi. Mogą np. zamieszczać fałszywe ogłoszenia rekrutacyjne lub próbować wyłudzić dane przez telefon - dodaje Wiewiórowski.

(mpw)