Minister kultury postanowił połączyć MIIWŚ z Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 argumentując, że obie placówki poruszają tematykę tego samego okresu. Problem pojawia się jednak, gdy spoglądamy na charakter planowanych w tych placówkach wystaw, ponieważ o ile MIIWŚ miało pokazywać konflikt z punktu widzenia ludności cywilnej całej Europy, o tyle druga placówka miała dotyczyć przede wszystkim Kampanii wrześniowej. Andrzej Rafał Potocki przybliża czytelnikom „wSieci” istotę toczącego się w tej sprawie konfliktu.

REKLAMA

"Spór o formę i treść wydarzeń przedstawiających najkrwawszy konflikt w dziejach świata w pełni rozgorzał, kiedy światło dzienne ujrzały recenzje trzech historyków z niekwestionowanym dorobkiem naukowym i zawodowym. Profesora Jana Żaryna (...), Piotra Semki (...); oraz prof. Piotra Niwińskiego" - zauważa dziennikarz.

"Ujmując to w skrócie — jest to konflikt szkoły "uniwersalistycznej" reprezentowanej przez twórców wystawy z "tradycjonalistami", których zdają się uosabiać recenzenci" - tłumaczy publicysta.

Z artykułu dowiadujemy się także na czym dokładnie polega koncepcja autorów wystawy i co skłoniło ich do takiego, a nie innego jej zaplanowania.

"Przede wszystkim jednak pokazujemy wojenne doświadczenie milionów zwykłych ludzi: cywilów i szeregowych żołnierzy, a nie marszałków czy przywódców państw" — napisał o istocie pomysłu we wstępie do "Katalogu wystawy głównej" prof. Machcewicz. Zarys tej koncepcji powstał już w 2008 r. w środowisku liberałów gdańskich" - czytamy w publikacji.

Andrzej Rafał Potocki przytacza też wypowiedzi recenzentów wystawy, którzy mają swoje racje i argumenty.

"Natomiast zdaniem Piotra Semki: Polsce brakuje muzeum o wysiłku wojennym Polaków. Z tego powodu gdańskie muzeum powinno być placówką, w której zostanie pokazany głównie polski los i polski wysiłek zbrojny. Wolałbym, by muzeum pokazywało także, jak ludzie — zarówno wojskowi, jak i cywile — potrafili poskramiać lęk i zdobywać się na aktywny opór" - dowiadujemy się z artykułu.

Autor zwraca też naszą uwagę na fakt, że pomimo zbliżającego się otwarcia muzeum spór dalej się toczy i nic nie zapowiada jego końca. Zauważa, że pomiędzy stronami konfliktu toczy się wojna, a nie merytoryczna dyskusja.

"Jeśli autorzy ekspozycji mają teraz pretensje do krytyków, to trochę są sami sobie winni. Przecież przez osiem lat działalności MIIWŚ można było przygotować odpowiednie materiały, by opinia publiczna mogła wyrobić sobie własne zdanie" - kwituje autor.


Więcej w nowym numerze tygodnika „wSieci”.