We Wrocławiu po raz drugi ruszyła dezynfekcja tramwajów w obawie przed wirusem A/H1N1. Pierwotnie mieli ją przeprowadzić motorniczowie, ale zbuntowali się, bo – jak mówili – w czasie postoju na pętlach mają za mało czasu, by zdążyć przetrzeć ściereczkami wszystkie poręcze.

REKLAMA

Dzisiaj w walce z wirusem grypy motorniczych zastąpili ci wrocławianie, którzy wcześniej zostali skazani za drobne przewinienia na prace społeczne. Od motorniczego otrzymują chusteczki nasączone specjalnym środkiem, takie same, jakich używa się w gabinetach lekarskich i stomatologicznych. Taka dezynfekcja nie powstrzyma wirusów i bakterii, ale na pewno zmniejszy ryzyko złapania któregoś z nich przez naszych pasażerów - wyjaśnia reporterowi RMF FM Maciejowi Stopczykowi prezes wrocławskiego MPK Witold Turzański.

Trzeba wycierać każdą poręcz oraz kasowniki. Tramwaj długo nie postoi, a trzeba liczyć pięć minut na tramwaj, więc musimy szybko oblecieć te rurki - mówią pracujący przy dezynfekcji.

Pracę 30 osób, które do końca stycznia mają odkażać wszystkie tramwaje i autobusy wrocławskiego MPK, koordynuje Stowarzyszenie Pomocy Ludzie-Ludziom. Mamy ustalone z władzami MPK, że będzie to czyszczenie głównie po godzinach szczytu. Staramy się obsadzić te pętle, żeby prace dezynfekcyjne zostały wykonane w pełni - wyjaśnia Paweł Cycuła ze stowarzyszenia. Posłuchaj relacji Macieja Stopczyka:

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio