W lipcu Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej powołało zespół, który miał zbadać, czy i jak bardzo poważnym zagrożeniem dla Bałtyku jest zalegający na dnie morza zatopiony podczas II wojny światowej niemiecki tankowiec Franken. Jak się dowiedział się Onet.pl, do tamtego czasu zespół spotkał się tylko raz. Być może jego członkowie wezmą się do pracy po dzisiejszej zapowiedzi Najwyższej Izby Kontroli.

REKLAMA

Wrak leży w wodach Bałtyku, w Zatoce Gdańskiej, na wschód od portu w Helu. W kwietniu zeszłego roku w ramach projektu Fundacji MARE szczątki statku zbadała ekspedycja, składająca się z naukowców i kilku nurków.

Wyniki wstępnych badań podano na konferencji. Jak podkreślali przedstawiciele Instytutu Morskiego w Gdańsku, w najbliższych latach z Frankena dojdzie do wycieku paliwa. Naukowcy podkreślali, że wciąż nie jest za późno, a na wrak musi zostać wysłana kolejna edycja, która zajmie się jego zabezpieczeniem. Problemem były pieniądze - eksperci szacowali, że koszt takich prac to dziesiątki milionów euro.

Ministerstwo powołuje zespół, ale konkretnych działań nie widać

Tematem zainteresowało się Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. W lipcu powołano zespół, który miał zbadać możliwość oczyszczenia i zabezpieczenia Frankena. Rolą zespołu będzie też znalezienie pieniędzy na ewentualną ekspedycję - mówili przedstawiciele MGMiŻŚ.

Od tamtego czasu minął prawie rok. Członkowie Fundacji Mare przyznają, że nie otrzymują od ministerstwa żadnych konkretnych informacji i nie wiedzą, czym obecnie zespół się zajmuje.

Onet.pl ustalił, że zespół od czasu powołania w lipcu zeszłego roku spotkał się raz. Na posiedzeniu zespołu podkreślono potrzebę bardziej rzetelnych badań nt. wraku i jego potencjalnego niebezpieczeństwa dla środowiska. Nie ma informacji o żadnych konkretnych działaniach

Najwyższa Izba kontroli mówi o 300 wrakach w Bałtyku

Do sprawy zamierza się włączyć Najwyższa Izba Kontroli. Kontrola NIK nie obejmie tylko Frankena. Na dnie Bałtyku zidentyfikowano ok. 300 wraków okrętów, w tym ok. 100 w Zatoce Gdańskiej. Te najgroźniejsze to pochodzące z okresu II wojny światowej Stuttgart i Franken. Z pierwszego już wydobywa się paliwo, drugi, z powodu korozji może się zapaść w każdej chwili i spowodować ogromną katastrofę ekologiczną - przypominają urzędnicy.

Na stronie NIK zamieszczono komentarz prezesa tej instytucji Krzysztofa Kwiatkowskiego, który niedawno w Gdańsku brał udział w spotkaniu z naukowcami. Tematem było właśnie zagrożenie dla Bałtyku w związku z zalegającymi na dnie morza wrakami.

Kwiatkowski stwierdził, że w Krajowym Planie Zarządzania Kryzysowego szacuje się, że uwolnienie zaledwie jednej szóstej środków chemicznych ze zbiorników zalegających na dnie Bałtyku mogłoby całkowicie zniszczyć życie w Bałtyku na ok. 100 lat.