W styczniu - po wyborach parlamentarnych - miałaby wejść w życie rządowa ustawa, która przez rok zapewni dofinansowanie stu tysięcy etatów. Posłowie koalicji rządzącej złożyli taki projekt. Ten sam, który Bronisław Komorowski obiecywał podczas kampanii w wyborach prezydenckich. Pracodawcy nie są zachwyceni projektem programu.

REKLAMA

Na pracę mogliby liczyć młodzi ludzie do trzydziestego roku życia, którzy jeszcze nie mają zatrudnienia i pracują na umowach śmieciowych.

To będzie szansa na umowę o etat. Jest to szansa na obniżenie kosztów pracy najwyżej z możliwych wszystkich dostępnych środków funduszu pracy - mówi minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz

Pracodawcy, którzy skorzystają z programu, będą musieli zatrudnić młodych ludzi na co najmniej trzy lata. W pierwszym roku dostaną pełne dofinansowanie wynagrodzenia takiego pracownika w wysokości płacy minimalnej i wszystkich składek. W drugim - dofinansowanie szkoleń dla takiego pracownika. Na cały program przeznaczono prawie trzy miliardy złotych.

Pracodawcy nie są zachwyceni

Pracodawcy nie są zachwyceni projektem programu "Praca dla młodych". Chodzi o warunek uzyskania pieniędzy - firma musi tego wspieranego pracownika potem zatrudniać przez drugi rok, ale już z własnych pieniędzy - bez dopłat z programu. Celem rządu jest to, by wyszkolony już pracownik, został na etacie na dłużej. Ale pracodawcy mówią, że obawiają się takiego bezwarunkowego utrzymywania pracownika.

Nie wiem, jak to byłoby rozwiązane, gdyby pracownik nie sprawdzał się na stanowisku - komentuje właściciel warsztatu samochodowego z Wrocławia. Organizacje pracodawców zwracają też uwagę, że program powinien raczej wspierać mnłodych ludzi, którzy nie mogą znaleźć pracy, bo inaczej - część pieniędzy podatników trafi do kieszeni pracodawców wspierając zatrudnienie specjalistów, którzy i tak łatwo znajdą etat po studiach.

(es)