​Z zaskoczeniem przyjąłem oświadczenie Instytutu Yad Vashem krytykujące deklarację polsko-izraelską; ta deklaracja nie zawiera jakichkolwiek kontrowersyjnych dla mnie fragmentów - powiedział w czwartek PAP wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej Mateusz Szpytma. Izraelski Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holokaustu skrytykował w czwartek wspólną deklarację premierów Polski i Izraela, wskazując, iż dokument "zawiera serię bardzo problematycznych stwierdzeń, które są niezgodne z obecną wiedzą historyczną" na temat Zagłady. Poproszony przez PAP o komentarz ws. opinii Yad Vashem Szpytma przyznał, że "z zaskoczeniem przyjął oświadczenie Instytutu".

REKLAMA

Zarówno w mojej ocenie, jak i Prezesa IPN, deklaracja premierów Polski i Izraela nie zawiera jakichkolwiek kontrowersyjnych fragmentów. Oczywiście, deklaracje tego typu nie są i nie mogą być wytycznymi dla historyków ani izraelskich, ani polskich ani innych. Oni mają swoje badania i każdy ma prawo do własnych interpretacji. Natomiast uważam, że zapisy czerwcowej deklaracji są zgodne ze stanem wiedzy historycznej na temat wydarzeń II wojny światowej - powiedział.

Jak dodał, "niestety, niektóre fragmenty oświadczenia historyków Yad Vashem są nie do zaakceptowania jak np. stanowcze wypowiedzi o skali pomocy i denuncjacji oraz o polskim podziemiu". Nie zmienia to jednak faktu, że o każdym, w tym dyskusyjnym fragmencie izraelscy i polscy historycy mogą i powinni dyskutować - stwierdził wiceprezes IPN.

Pytany, jak odniósłby się do zarzutu Yad Vashem, że polski rząd na uchodźstwie nie działał wystarczająco na rzecz pomocy osobom pochodzenia żydowskiego Szpytma odparł, że w jego opinii oświadczenie Yad Vashem "nadinterpretowywuje niektóre fragmenty deklaracji premierów, a następnie je krytykuje".

We wspólnym oświadczeniu jest np. mowa "o wsparciu i systemowej pomocy". To prawda, a my dodatkowo uważamy, że jak na wojenne warunki to wsparcie było duże; jeśli ktoś inny uważa inaczej, to oczywiście ma do tego prawo, choć podważanie tego faktu nie ma przekonującego uzasadnienia. Oświadczenie premierów tego nie rozstrzyga, czy ta pomoc mogła być większa czy nie. To należy do historyków - powiedział.

Wiceprezes IPN odniósł się także do fragmentu oświadczenia, w którym Yad Vashem sprzeciwił się "zestawianiu zjawiska antysemityzmu z tak zwanym +antypolonizmem+", o którym mowa w deklaracji szefów rządów. Jak ocenił, "ważne jest, aby walczyć ze wszystkimi stereotypami". Oczywiście wiemy, że akty antysemityzmu są bardziej rozpowszechnione na świecie niż antypolonizm i mają dłuższą historię, ale to nie znaczy, że nie należy walczyć z obydwoma tymi zjawiskami - stwierdził Szpytma.

W ocenie Szpytmy "zachęcający jest natomiast punkt oświadczenia, w którym stwierdzono, że właściwym sposobem korekty historycznych zniekształceń jest wiarygodne badanie historyczne oraz równomierna i otwarta działalność edukacyjna". Z tym zdaniem całkowicie się zgadzamy i jako IPN podtrzymujemy swoją gotowość do współpracy z Instytutem Yad Vashem na polu naukowym i edukacyjnym - zapewnił.

Wiceprezes IPN dodał, że Instytut podtrzymuje swoje stanowisko z lutego br. dotyczące zbrodniczego wymiaru okupacji niemieckiej na ziemiach polskich w latach 1939-45. Jak przypomniał, podkreślono w nim m.in. że Holokaust był przedsięwzięciem państwowym Rzeszy Niemieckiej, a Rzeczpospolita Polska nie godziła się na jakiekolwiek ustępstwa wobec żądań Adolfa Hitlera.

W podpisanej 27 czerwca przez Morawieckiego i Netanjahu polsko-izraelskiej deklaracji podkreślono m.in. brak zgody na przypisywanie Polsce lub całemu narodowi polskiemu winy za okrucieństwa nazistów i ich kolaborantów, potępienie przez oba rządy wszelkich form antysemityzmu i odrzucenie antypolonizmu oraz innych negatywnych stereotypów narodowych.

Kształt deklaracji spotkał się z krytyką m.in. ze strony izraelskiego ministra edukacji i diaspory Naftalego Bennetta, który domaga się na Twitterze odwołania dokumentu lub przekazania go do zatwierdzenia rządowi.

Przyjęta przez premierów Polski i Izraela deklaracja została przyjęta w dniu, w którym Sejm uchwalił, Senat przyjął bez poprawek, a prezydent podpisał nowelę ustawy o IPN. Nowelizacja uchyla artykuły: 55a, który grozi karami grzywny i więzienia za przypisywanie polskiemu narodowi i państwu odpowiedzialności m.in. za zbrodnie III Rzeszy Niemieckiej i art. 55b, który głosi, że przepisy karne mają się stosować do obywatela polskiego oraz cudzoziemca - "niezależnie od przepisów obowiązujących w miejscu popełnienia czynu".

W uzasadnieniu tych zmian podkreślono, że "bardziej efektywnym sposobem ochrony dobrego imienia Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego, biorąc pod uwagę cel ustawy, będzie wykorzystanie narzędzi cywilnoprawnych".

Przepisy uchwalonej w styczniu noweli ustawy o IPN, którą przygotowało Ministerstwo Sprawiedliwości w intencji walki ze sformułowaniami typu "polskie obozy śmierci", wywołały krytykę m.in. ze strony władz Izraela i USA.

(ph)