"Łukaszenko był zmuszony pójść na pewne ustępstwa, dlatego Andrzej Poczobut został wypuszczony. Ale nie oklaskujmy go za tę decyzję" - komentuje wyrok sądu w Grodnie Wincuk Wiacziorka, jeden z liderów białoruskiej opozycji. Andrzej Poczobut, korespondent "Gazety Wyborczej" i działacz nieuznawanego przez władze w Mińsku Związku Polaków na Białorusi, został skazany na trzy lata więzienia w zawieszeniu na dwa lata za zniesławienie prezydenta Aleksandra Łukaszenki.

REKLAMA

Krzysztof Zasada: Polacy, którzy byli zgromadzeni wokół sądu, z wielką radością przyjęli tę decyzję, bo Andrzej Poczobut nie idzie do więzienia. Natomiast wyrok zapadł, i to dość surowy - trzy lata więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Jak pan sądzi, to jest dobra decyzja sądu czy jednak powinno być uniewinnienie?

Wincuk Wiacziorka: Rzecz jasna, wszyscy się cieszymy, że Andrzej wraca na wolność, do rodziny. Ale z drugiej strony nie musimy zmieniać skali wartości, narzucanej nam przez ten reżim. Andrzej musi być całkiem uniewinniony. Teraz zaczepiono go na taki hak, że jeśli byłaby jakaś recydywa, to wtedy mają prawo go wsadzić do więzienia na trzy lata. To jest oburzające. I dlatego nie oklaskujmy Łukaszenki. On był zmuszony pójść na pewne ustępstwa z uwagi na fatalną sytuację gospodarczą, na jakieś rozpaczliwe próby grania w dobrze nam znaną grę pomiędzy Moskwą a Europą. Nie bez znaczenia jest też to, że cała Białoruś wrze co środę w ciągu ostatnich kilku tygodni. Wychodzą na ulicę zupełnie zwykli ludzie, którzy niewątpliwie nie należą do opozycji.

Krzysztof Zasada: Jak pan sądzi, dlaczego nie zapadł wyrok uniewinniający? To byłby sygnał dla Zachodu, że Łukaszenko jest jednak gotów do jakichś rozmów i szuka pomocy, przede wszystkim gospodarczej, także u zachodnich sąsiadów.

Wincuk Wiacziorka: Nie możemy traktować Łukaszenki w pojęciach tradycyjnego postrzegania liderów politycznych, a raczej bardziej egzotycznych, autorytarnych, totalitarnych, ale myślących racjonalnie. Niestety on nie myśli racjonalnie i wszystkich, których uważa za wrogów, chciałby zniszczyć - fizycznie, moralnie, politycznie, jak tylko się da. Idzie w tym do końca i dlatego dla niego zgoda na uniewinnienie oznacza samodzielna decyzja o uniewinnieniu, bo przecież nikt nie ma iluzji, że w tej sprawie decydował sędzia. Dla Łukaszenki oznacza to klęskę osobistą. On nie rozumie, że kompromis, porozumienie jest podstawą współczesnej cywilizacji.

Amnesty International nazwała skazanie Poczobuta "kpiną z wolności słowa".