Co najmniej dwa, a może nawet trzy miesiące potrzeba, żeby przywrócić hospicjum w Chojnicach na Pomorzu do normalnego funkcjonowania. To dłużej niż początkowo zakładano. Miesiąc temu doszło tam do tragicznego w skutkach pożaru, w którym zginęły 4 osoby. Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura. Wyjaśnia między innymi kwestię ewentualnych zaniedbań związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa przeciwpożarowego na terenie budynku.

REKLAMA

Po pożarze, w którym zginęły 4 osoby, dwudziestu podopiecznych placówki trzeba było przewieźć do szpitali. Część z nich nadal przebywa w placówkach w Chojnicach i Człuchowie. Część z kolei jest w pobliskim Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym, który prowadzi spółka należąca do prezes fundacji odpowiedzialnej za hospicjum.

Sam obiekt jest remontowany. Na razie nie wiadomo, kiedy będzie mógł ponownie działać. Trudno dokładnie określić, kiedy możliwe będzie ponowne funkcjonowanie hospicjum w takim wymiarze, jak miało to miejsce przed wypadkiem. Dokładamy wszelkich starań, aby nastąpiło to jak najszybciej. Niemniej szacujemy, że realny termin to okres ok. 2-3 miesięcy - informuje RMF FM Barbara Bonna, prezes fundacji Palium, prowadzącej hospicjum.

Trwa remont i przegląd wyposażenia i sprzętu medycznego

W budynku trwają prace remontowe polegające na usunięciu szkód powstałych w wyniku pożaru i potężnego zadymienia. Jak informuje prezes fundacji Palium, ściany i sufity zaimpregnowano już środkami usuwającymi sadzę i zapach spalenizny, a w budynku trwa malowanie.

Przeprowadzany jest też gruntowny remont sali, w której doszło do pożaru. Przypomnijmy - według wstępnych ustaleń śledczych - to podopieczny, który palił tam papierosa zaprószył ogień. Remont sali obejmuje wymianę wszystkich instalacji, drzwi oraz okna, rekonstrukcję sufitu oraz tynkowanie całego pomieszczenia. W korytarzu wymieniane są instalacje elektryczne, telewizyjne, ewakuacyjne i kierunkowe oraz oświetlenie. Dokonywana jest również powtórna zabudowa sufitu podwieszanego. W najbliższym czasie wymienimy również drzwi, które uległy zniszczeniu w trakcie ewakuacji - przyznaje Barbara Bonna.

W placówce trwa również przegląd całego wyposażenia i sprzętu medycznego. Na razie nie określono, czy i jak bardzo zostały one uszkodzone w trakcie pożaru.

Po pożarze na konto fundacji prowadzącej hospicjum zaczęły wpływać darowizny. Pieniądze pochodzące z kilku zbiórek, spółki z Poznania oraz indywidualnych darczyńców to w sumie nieco ponad 13,5 tysiąca złotych.

Opis / Straż Pożarna / PAP
/ Jan Dzban / PAP
/ Jan Dzban / PAP
/ Jan Dzban / PAP
/ Jan Dzban / PAP
Opis / Straż Pożarna / PAP
/ Kuba Kaługa / RMF FM
Opis / Straż Pożarna / PAP
/ Jan Dzban / PAP

Prokuratorskie śledztwo - wyjaśniana sprawa ewentualnych zaniedbań związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa przeciwpożarowego

Śledztwo w sprawie pożaru prowadzi Prokuratura Okręgowa w Słupsku. Śledztwo w tej sprawie jest prowadzone w kierunku spowodowania niebezpiecznego zdarzenia w postaci pożaru, który zagroził życiu wielu osób. W śledztwie tym ponadto podlegać będzie także wyjaśnieniu kwestia ewentualnych zaniedbań związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa przeciwpożarowego na terenie budynku hospicjum - mówi Paweł Wnuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Słupsku.

Śledczy nie zdradzają, o jakie ewentualne zaniedbania dokładnie chodzi. Wiadomo jednak, że jeszcze w marcu zeszłego roku Straż Pożarna nakazała usunąć uchybienia związane z bezpieczeństwem przeciwpożarowym. Według nieoficjalnych informacji naszego reportera chodziło m.in. o przebudowę klatki schodowej, tak by umożliwiała bezpieczną ewakuację, montaż hydrantów w budynku, z których skorzystać mógłby personel placówki, czy opracowanie instrukcji przeciwpożarowej.

Co może budzić wątpliwości?

Sam remont klatki - według naszych informacji - nie miał wpływu na ewakuację, bo w momencie pożaru podopieczni byli jedynie na parterze budynku. Pozostałe kwestie mogą budzić jednak wątpliwości. W marcu była kontrola, w której wskazaliśmy różne rzeczy. Większość z nich zrobiono. Najgrubsze rzeczy nie zostały jednak spełnione. Najgrubsze, mam na myśli, wymagające największych nakładów i pracy - przyznaje nam nieoficjalnie jeden ze strażaków z Chojnic.

Tak mówi o niezamontowaniu w obiekcie wewnętrznych hydrantów. One służą głównie do podjęcia pierwszych działań gaśniczych. I to nie przez strażaków. Tak samo jak gaśnice. Służą do pożaru gaszenia w zarodku. My strażacy nie używamy takich rzeczy, oczywiście możemy się tym wspomóc, ale to nie jest dla nas. To jest właśnie dla pracowników, mieszkańców - opisuje strażak.

Barbara Bonna pytana o to, jakich wytycznych Straży Pożarnej nie spełniono i dlaczego placówka nie wywiązała się na czas z narzuconych jej wymogów - termin minął 31 grudnia - unika konkretnej odpowiedzi.

Chciałabym wyraźnie zaznaczyć, że podczas wykonywania czynności kontrolno-rozpoznawczych dnia 22 marca 2019 r. przez Państwową Straż Pożarną nie stwierdzono występowania elementów zagrożenia życia ludzi ani też nieprawidłowości mogących spowodować bezpośrednie niebezpieczeństwo powstania pożaru. W trakcie trwania przebudowy i modernizacji obiektu zrealizowany został szereg wytycznych kluczowych z punktu widzenia bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Na chwilę obecną wszelkie kwestie związane z decyzją Komendanta Powiatowego PSP odnośnie dostosowania obiektu zostały pisemnie wyjaśnione i przedłożone do weryfikacji Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej. Z racji tego, iż informacje w tym zakresie pozostają przedmiotem toczącego się postępowania jak również faktu, iż w mediach pojawiły się komunikaty pozyskane z nierzetelnych źródeł o szkalującej treści, apelujemy o wstrzymanie się z oceną sytuacji zabezpieczeń przeciwpożarowych do czasu zakończenia wszystkich procedur - mówi Barbara Bonna.

Na jakim etapie jest śledztwo?

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Słupsku przyznaje, że zabezpieczono już cześć dokumentacji związanej z bezpieczeństwem przeciwpożarowym w hospicjum. Śledczy na bieżąco gromadzą też - od różnych instytucji - dokumentację związaną z tym wątkiem, a także dokumentację dotyczącą stanu technicznego w budynku.

Trwają też przesłuchania świadków - pracowników hospicjum, jego podopiecznych, strażaków i policjantów biorących udział w akcji gaśniczej i ratunkowej. Dopiero po zakończeniu tych wszystkich działań i zgromadzeniu dokumentacji, śledczy występować będą do biegłego z zakresu bezpieczeństwa przeciwpożarowego o przygotowanie opinii w tej sprawie. Trudno dziś oceniać, jak długo potrwa to postępowanie. Jak przyznają śledczy ze Słupska, trzeba liczyć się z tym, że na wykonanie zaplanowanych czynności potrzebny jest minimum rok.