10-letni chłopiec i jego o rok młodsza koleżanka zniszczyli 60 tablic na cmentarzu żołnierzy radzieckich w Milejczycach na Podlasiu. Dzieci z nagrobków pozrywały czerwone gwiazdy. Oboje pochodzą z Milejczyc. Wychowują ich dziadkowie. Po incydencie głos w sprawie zabrało polskie MSZ. A do rosyjskiego MSZ wezwana została polska ambasador Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.

REKLAMA

Odpowiedzialności z ustawy o nieletnich za czyny karalne podlegają osoby, które ukończyły 13 lat. Tak że te osoby na pewno za czyny karalne nie będą odpowiadały - tłumaczy szef Prokuratury Rejonowej w Siemiatyczach Janusz Martyniuk. Jak dodaje, "nie ma żadnych przesłanek", które by świadczyły o tym, że dzieci zniszczyły cmentarz "z nienawiści", a raczej była to "po prostu zabawa, chuligański wybryk". Dzieci zostały przesłuchane w obecności psychologa.

Nie jest wykluczone, że sprawa trafi z Siemiatycz do Prokuratury Rejonowej Białystok-Południe, do prokuratora specjalizującego się śledztwach dotyczących przestępstw o podłożu narodowościowym czy rasistowskim. Janusz Martyniuk poinformował, że decyzję w tej sprawie podejmie Prokuratura Okręgowa w Białymstoku.


O zniszczeniach na cmentarzu policję powiadomił wójt Milejczyc. Policja policzyła, że z 57 tablic zbito i porozrzucano czerwone gwiazdy. Trzy wyrwano zupełnie. Zniszczono niemal wszystkie tablice, które znajdowały się na terenie nekropolii. W sprawie wypowiedziało się nawet Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Z kolei do rosyjskiego MSZ wezwana została polska ambasador Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.

Cmentarz żołnierzy radzieckich w Milejczycach znajduje się na obrzeżach miejscowości. Spoczywa na nim w zbiorowych mogiłach ok. 1,6 tys. żołnierzy radzieckich. Napis na obelisku cmentarnym głosi, że żołnierze radzieccy walczyli z hitleryzmem w latach 1941-44.