Zastrzelił dwie osoby, ranił jedną, a na koniec popełnił samobójstwo – wszystko przy pomocy legalnie posiadanej broni. Po środowej strzelaninie w Krakowie ustaliliśmy, że napastnik był znany w miejscowym półświatku przestępczym i miał policyjne pozwolenie na broń.

REKLAMA

Jak wynika z ostatnich ustaleń, mężczyzna już wcześniej groził swojej byłej partnerce śmiercią. W ubiegłym tygodniu zawiadomiła ona o tym policję. W środę miała w tej sprawie zeznawać na policji, ale przełożyła wizytę. Dwie godziny później zginęła.

Policjanci twierdzą, że wydając pozwolenie dochowali wszelkich procedur. Mężczyzna wystąpił o nie w marcu – kilka dni po tym, jak ktoś usiłował go zastrzelić. Inspektor Dariusz Nowak z małopolskiej policji zapewnia, że człowiek ten został przebadany przez lekarza, przeszedł również testy psychologiczne. - Zwróciliśmy się także do centralnego rejestru skazanych i tymczasowo aresztowanych z pytaniem, czy ten człowiek jest notowany. Otrzymaliśmy odpowiedź, że nie był karany - tłumaczy Dariusz Nowak.

Z informacji RMF FM wynika, że napastnik współpracował z Centralnym Biurem Śledczym. Tajemnicą jednak jest, czy był to skruszony gangster, czy policyjna „wtyczka”.

Sprawą zajęła się już krakowska prokuratura. Śledczy zbadają, dlaczego Adam B. otrzymał pozwolenie na broń.