Jedna z największych tajemnic kompleksu „Riese” wyjaśniona. Wiemy już co krył rumosz na legendarnym „uskoku” w kompleksie „Osówka”

REKLAMA

Mityczny "uskok" to jedna z największych tajemnic związanych z Podziemnym Miastem "Osówka". Pod skalnym rumoszem według wielu historyków miały znajdować się wejścia do nieznanych części kompleksów. Świadczyć miał o tym fakt, że woda, która spływała w to miejsce z korytarzy znikała w gruzowisku. Dziś miejsce zostało oczyszczone w ramach trwających prac adaptacyjnych i wygląda tak, jak prawdopodobnie wyglądało w 1945 roku.

Jeszcze kilka miesięcy temu uskok był zasypany i znajdowały się tu schody. Zdemontowano je w ramach trwających prac adaptacyjnych. Projekt budowy nowego przejścia zakładał oczyszczenie "uskoku". Z tym etapem prac pasjonaci historii wiązali największe nadzieje, bowiem liczyli, że uda się odsłonić wejścia do nieznanych części podziemi. Po kilku tygodniach prac i wywiezieniu setek kilogramów skalnego rumoszu "uskok" odkrył swoją tajemnicę.

Mamy ogromną przestrzeń. Mamy najwyższą wysokość w kompleksie od spongu do stropu. Niestety nie ma dodatkowych korytarzy. Doszliśmy jednak do wielu historycznych wniosków. Wiemy, gdzie ginęła woda. Pod spodem zamontowane były dreny, które odprowadzały wodę na zewnątrz. Również udało nam się ustalić, że strop pomiędzy dwoma poziomami odstrzelili prawdopodobnie Niemcy - mówi Zdzisław Łazanowski, prezes spółki Podziemne Miasto "Osówka".

Nie odnaleziono także żadnych komór, w których zdaniem części pasjonatów historii, pod skalnym rumoszem mogły znajdować się ukryte komory z radioaktywnym materiałem. Miejsce zostało sprawdzone i jest bezpieczne. Niewiele udało się znaleźć także w samym rumoszy.

Znaleźliśmy końcówki stojaków pod stropy czy fragmenty podkładów kolejowych. Większość rzeczy została tam zgromadzona w 1995 roku w czasie udostępniania podziemi dla ruchu turystycznego i budowy schodów, z których do niedawna mogli korzystać turyści - dodaje Łazanowski.

Po ściągnięciu tego trapu (dawne schody), który był na uskoku, gdzie trzeba było wschodzić po prostu ze schyloną głową, po przekopaniu, po dwóch tygodniach doszliśmy do miejsca, gdzie okazało się, że był koniec. Na dnie były dreny zabezpieczone drewnianymi kołkami. Prawdopodobnie na końcu tego "uskoku" znajdowało się miejsce, gdzie siedział człowiek, być może żołnierz, który pilnował prac - mówi przewodnik Daniel Klamecki.

Robi to wrażenie. Ta wysokość. Wcześniej trzeba było się pochylić, przeciskać się przez to przejście. Teraz nad głową zostaje bardzo dużo miejsca. Skąd legenda "uskoku"? W tę legendę sam uwierzyłem. Ktoś był, ktoś widział, coś komuś przekazał. Pojawiły się szkice, które tę legendę uwiarygodniały. Teraz udało się to sprawdzić. To miejsce zawsze było zasypane, już zaraz po wojnie świadkowie mówili, że tam coś było zasypane - mówi przewodnik Grzegorz Borensztajn.

W przyszłym tygodniu na oczyszczonym "uskoku" rozpocznie się montaż nowych schodów, z których w przyszłości będą korzystać turyści. Ci przez legendarne miejsce będą mogli przejść już na przełomie marca i kwietnia.

Oczyszczenie fragmentów tunelu w czasie prac adaptacyjnych pomogło w wyjaśnieniu kawałka historii. Warto jednak pamiętać, że kompleks zaprojektowany przez Niemców był budowany przez więźniów niemieckich obozów. Pracowali oni w tragicznych warunkach. Wielu zginęło w czasie budowy podziemi kompleksu "Riese".