Premier na wniosek ministra zdrowia odwołał ze stanowiska Głównego Inspektora Sanitarnego Przemysława Bilińskiego - ustalił reporter RMF FM Roman Osica. Stało się tak po kontroli resortu przeprowadzonej w związku z ujawnioną przez nas aferą dotyczącą badań dopalaczy. Większość pieniędzy przeznaczonych na analizę tych substancji w rzeczywistości została wydana na paliwo, komputery i sprzęt biurowy.

REKLAMA

Kontrola w ministerstwie trwała przeszło dwa miesiące. Wnioski, jakie z niej wyciągnięto, były druzgocące dla Przemysława Bilińskiego. Kontrolerzy ustalili, że w sprawie dopalaczy doszło do złamania dyscypliny budżetowej i stąd właśnie wniosek Bartosza Arłukowicza o odwołanie szefa GIS.

Zamiast badać dopalacze, kupowali komputery

W kwietniu nasi reporterzy ujawnili, że większość pieniędzy z rezerwy celowej przeznaczonej na badanie dopalaczy w 2010 i 2011 roku wydano na zakup komputerów i nowego sprzętu biurowego. Sanepid z Mazowsza dostał na badanie próbek 1,2 mln złotych. Z tej ogromnej sumy zaledwie kilka procent wydano zgodnie z przeznaczeniem. Reszta - jak wynika z dokumentów - trafiła na zakup sprzętu komputerowego, biurowego oraz na zakup paliwa do samochodów służbowych. Z kolei sanepid w Łodzi za pieniądze z rezerwy celowej kupił tonery do drukarek za 50 tysięcy złotych, papier do faksów za 60 tysięcy złotych oraz krzesła.

Brak odpowiednich badań dopalaczy spowodował, że do Wojewódzkich Sądów Administracyjnych wpłynęło kilkadziesiąt skarg złożonych przez właścicieli sklepów z tymi używkami. Kilku z nich wygrało, a wciąż kolejne sprawy czekają na rozstrzygnięcie. Przez zaniedbania sanepidów w wielu przypadkach nie można było jednoznacznie stwierdzić, czy zabezpieczone dopalacze rzeczywiście były szkodliwe.

Adwokaci właścicieli sklepów z dopalaczami nie wykluczają walki o odszkodowania od Skarbu Państwa. Możliwe więc, że niegospodarność sanepidów narazi państwo na wielomilionowe straty.