​"Cieszę się, że mogę kontynuować moją pracę w spokoju" - mówi w rozmowie z reporterem RMF FM ambasador Polski w Berlinie Andrzej Przyłębski, który pod koniec sierpnia został oczyszczony przez Instytut Pamięci Narodowej z zarzutu współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. Jak podkreśla, nie ma sobie nic do zarzucenia.

REKLAMA

Zostałem uwolniony od wszelkiej winy, ale spodziewałem się tego, bo materiały opublikowane są jasne, przepisy w tej sprawie też są jasne, więc przyjąłem tę decyzję z radością. Cieszę się, że mogę kontynuować moją pracę w spokoju - mówi w rozmowie z reporterem RMF FM Andrzej Przyłębski. Dzisiaj dyplomata bierze udział w odprawie ambasadorów w Warszawie.

Zdaniem Przyłębskiego absurdalne są wszystkie zarzuty, że decyzja o jego oczyszczeniu była polityczna.

25 sierpnia Instytut Pamięci Narodowej ogłosił, że nie skieruje do sądu sprawy oświadczenia lustracyjnego Andrzeja Przyłębskiego. Oznacza to, że IPN nie ma wątpliwości co do prawdziwości jego oświadczenia, że nie współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa.

Biuro Lustracyjne IPN wdrożyło procedurę weryfikacji oświadczenia lustracyjnego Przyłębskiego na początku marca, po ujawnieniu informacji o zachowanej w zbiorach Instytutu teczce personalnej TW "Wolfgang". Z dokumentów z lat 1979-80 wynika, że TW "Wolfgang" został pozyskany do współpracy 11 czerwca 1979 roku. "Kierując się patriotycznym obowiązkiem i chcąc przyczynić się w miarę moich możliwości do utrzymania ładu i porządku w PRL i triumfu prawdy, wyrażam zgodę na udzielanie pomocy Służbie Bezpieczeństwa" - takie stwierdzenie pada w napisanym odręcznie zobowiązaniu Andrzeja Przyłębskiego.

(az)