Rada Języka Polskiego uznaje, że w polszczyźnie potrzebna jest większa, możliwie pełna symetria nazw osobowych męskich i żeńskich w zasobie słownictwa. "Prawo do stosowania nazw żeńskich należy zostawić mówiącym" - uważa RJP.

REKLAMA

Rada Języka Polskiego przy Prezydium PAN na posiedzeniu plenarnym 25 listopada przyjęła stanowisko w sprawie żeńskich form nazw zawodów i tytułów. Jest ono bardziej przychylne zjawisku zwiększania się w Polsce liczby żeńskich rzeczowników osobowych niż stanowisko Rady Języka Polskiego z 2012 roku.

Rada Języka Polskiego postanowiła raz jeszcze pochylić się nad kondycją feminatywów w polszczyźnie, ponieważ, jak piszą autorzy oświadczenia, "dyskusja o żeńskich rzeczownikach osobowych na nowo rozgorzała w mediach oraz w wypowiedziach polityków", a "od 2012 roku, kiedy to zostało wydane ostatnie oświadczenie w tej sprawie zaszły w świadomości społecznej i języku istotne zmiany".

Sporu o nazwy żeńskie nie rozstrzygnie ani odwołanie się do tradycji (różnorodnej pod tym względem), ani do reguł systemu. Dążenie do symetrii systemu rodzajowego ma podstawy społeczne; językoznawcy mogą je wyłącznie komentować. Prawo do stosowania nazw żeńskich należy zostawić mówiącym, pamiętając, że obok nagłaśnianych ostatnio w mediach wezwań do tworzenia feminatywów istnieje opór przed ich stosowaniem. Nie wszyscy będą mówić o kobiecie gościni czy profesorka, nawet jeśli ona sama wyartykułuje takie oczekiwanie - napisali autorzy oświadczenia.

Rada Języka Polskiego przy Prezydium PAN uznaje, że w polszczyźnie potrzebna jest większa, możliwie pełna symetria nazw osobowych męskich i żeńskich w zasobie słownictwa. Stosowanie feminatywów w wypowiedziach, na przykład przemienne powtarzanie rzeczowników żeńskich i męskich (Polki i Polacy) jest znakiem tego, że mówiący czują potrzebę zwiększenia widoczności kobiet w języku i tekstach - uznali językoznawcy.

Większość argumentów przeciw tworzeniu nazw żeńskich jest pozbawiona podstaw. Jednakowe brzmienie nazw żeńskich i innych wyrazów, np. "pilotka" jako kobieta i jako czapka, nie jest bardziej kłopotliwe niż np. zbieżność brzmień rzeczowników pilot "osoba" i pilot "urządzenie sterujące". Trudne zbitki spółgłoskowe, np. w słowie "chirurżka", nie muszą przeszkadzać tym, którzy wypowiadają bez oporu słowa "zmarszczka" czy "bezwzględny" (5 spółgłosek). Nie powinna też przeszkadzać wieloznaczność przyrostka -ka jako żeńskiego z jednej strony, a z drugiej zdrabniającego, tworzącego nazwy czynności czy narzędzi, ponieważ polskie przyrostki są z zasady wielofunkcyjne. Dlatego zresztą nie dziwi szczególna popularność jedynego przyrostka wyłącznie żeńskiego -ini/-yni, np. naukowczyni czy gościni - piszą autorzy oświadczenia.

Językoznawcy przypominają, że dyskusja o formach żeńskich trwa od ponad stu lat. Na początku XX wieku zwyciężyła tendencja do regularnego tworzenia feminatywów, ale przez cały czas żywa była także przeciwna tendencja - do zaznaczania żeńskości za pomocą rzeczownika "pani" poprzedzającego formę męską (pani doktor) lub przez związki składniowe typu "nasza dyrektor zdecydowała". Ta ostatnia tendencja, jak piszą językoznawcy, w drugiej połowie XX wieku stała się zwyczajem językowym, szczególnie w odniesieniu do zawodów nowych, funkcji wysokiego prestiżu. Jednakże od lat dziewięćdziesiątych formy żeńskie rzeczowników osobowych znacznie się rozpowszechniły; w języku przyjęły się wyrazy socjolożka, polityczka czy posłanka, choć tylko ostatni z nich był obecny, a nawet powszechny w polszczyźnie I połowy XX wieku.