Sąd Najwyższy oddalił kasację wyroku ws. śmierci Grzegorza Przemyka. Kasację złożył minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Sprawa byłego zomowca Ireneusza K, z powodu przedawnienia, została umorzona. Był on oskarżony o śmiertelne pobicie Przemyka w 1983 r. Minister chciał, by umorzenie uchylono, a sprawa wróciła do sądu II instancji.

REKLAMA

Sprawa zomowca oskarżonego o śmiertelne pobicie Grzegorza Przemyka jest porażką wymiaru sprawiedliwości - podkreślił Sąd Najwyższy. Uzasadniając swoje orzeczenie, sąd zaznaczył, że choć kasacja jest bezzasadna, należy wyrazić ubolewanie, że przez prawie 28 lat, w wolnej Polsce, wymiar sprawiedliwości nie zdołał orzec o merytorycznej zasadności zarzutu postawionego oskarżonemu.

Sąd zwrócił uwagę, że matactwa w tej sprawie z czasów komunistycznych okazały się skuteczne po latach.

Autorytet wymiaru sprawiedliwości, autorytet prawa, buduje się na jego uczciwym respektowaniu i stosowaniu - mówiła sędzia Małgorzata Gierszon

W maju 1983 r. 19-letni maturzysta Grzegorz Przemyk został zatrzymany przez milicję, w tym przez K. Na komisariacie dostał ponad 40 ciosów pałkami w barki i plecy oraz kilkanaście ciosów w brzuch. Zmarł po dwóch dniach. Pogrzeb Przemyka, syna opozycyjnej poetki Barbary Sadowskiej, stał się wielką manifestacją przeciw władzom.

Prokuratura wszczęła wprawdzie śledztwo, ale jednocześnie władze podjęły działania mające uchronić milicjantów przed karą. Winą chciano obarczyć sanitariuszy, którzy wieźli Przemyka z komisariatu do szpitala. W 1984 r., po wyreżyserowanym procesie, sąd uwolnił od zarzutu pobicia Przemyka dwóch milicjantów - Ireneusza K. i Arkadiusza Denkiewicza. Natomiast na 2 i 2,5 roku więzienia zostali skazani - za nieudzielenie pomocy pobitemu, po wymuszeniu w śledztwie nieprawdziwych zeznań - dwaj sanitariusze, którzy wieźli Przemyka do szpitala.

Sprawa wróciła do sądów po przełomie 1989 r., gdy uchylono wyroki z 1984 r. Ireneusz K. (do niedawna pracował w policji w Biłgoraju) został w 1997 r. uniewinniony przez Sąd Wojewódzki w Warszawie, który zarazem skazał Denkiewicza na 2 lata więzienia (nie odsiedział ani dnia, bo według psychiatrów doznał w psychice zmian uniemożliwiających odbycie kary). Potem sprawa K. krążyła między sądami.

W piątym procesie w maju 2008 r. Sąd Okręgowy w Warszawie skazał K. na 8 lat więzienia, zmniejszone o połowę na mocy amnestii. Sąd uznał, że w sprawie nie stosuje się ustawy o IPN, lecz przepis Kodeksu karnego i ustawy o nieprzedawnianiu przestępstw aparatu władzy sprzed 1989 r., w myśl którego czyn taki jak pobicie skutkujące ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu - nie przedawnia się.

Wyrok ten uchylił w grudniu 2009 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie, który uznał, że sprawa przedawniła się 1 stycznia 2005 r.

Czyn, którego dopuścił się były zomowiec Ireneusz K., nie przedawnia się - uznał Kwiatkowski, uzasadniając swą kasację.

Dwa lata temu pion śledczy IPN postawił zarzuty b. milicjantom za utrudnianie śledztwa w sprawie Przemyka. B. szef MSW gen. Czesław Kiszczak jest zaś podejrzany o przekroczenie uprawnień przez utrudnianie i kierowanie na fałszywe tory w latach 1983-84 śledztwa w sprawie tego pobicia.