Do godz. 10 potrwa strajk na kolei na Śląsku. Na trasy nie wyjedzie ponad 130 składów. Również przez dwie godziny nie będą pracować nauczyciele. Uczniowie mają mieć jednak zapewnioną opiekę. Rano protestowali kierowcy autobusów i tramwajarze.

REKLAMA


Wtorek jest dniem strajku generalnego na Śląsku. Najwcześniej, bo po godz. 3 nad ranem protest zaczęli tramwajarze. Około godz. 6 komunikacja miejska zaczęła normalnie pracować. O ósmej na dwie godziny stanęły pociągi. W zamian Koleje Śląskie podstawiły zastępcze autobusy. Nad ranem w zajezdniach pozostały tramwaje w Katowicach, Chorzowie, Będzinie, Gliwicach i Bytomiu. Na trasy nie wyjechało około pięćdziesięciu pojazdów. Między godz. 3 a 4 w zajezdniach pozostały również autobusy. Wyjechały na trasy około godz. 5.

Pociągi nie pojadą do godz. 10

Kilka minut po godz. 8 w pobliżu katowickiego dworca na tory wyszło 200 związkowców. Ostatnim pociągiem, który przepuścili, był pusty skład Kolei Śląskich. Według informacji grupy PKP, 88 składów zagrożonych zatrzymaniem obsługuje spółka Koleje Śląskie, 32 Przewozy Regionalne, a 12 - PKP Intercity. Ok. 7 rano zatrzymano niektóre pociągi towarowe, żeby zrobić miejsce na torach pociągom pasażerskim, które ewentualnie korzystałyby z objazdów. PKP Intercity od godz. 8 do południa ma też na terenie całego woj. śląskiego honorować bilety innych przewoźników.

Do strajku nie przystąpili pracownicy samorządowej spółki Koleje Śląskie. Jednak ich pociągi zatrzymał protest pracowników PLK. Spółka przygotowała na czas strajku prawie 40 autobusów zastępczych, które mają podjeżdżać na stacje, gdzie staną pociągi i zabierać z nich pasażerów. Planowo między godz. 8 a 10 autobusy mają wykonać w sumie 44 kursy. 10 z nich odjechać ma w różnych kierunkach z Katowic, 4 wystartują z Sosnowca, 4 inne z Częstochowy. Między Katowicami i Gliwicami pojechać ma łącznie 7 autobusów. Podobnie jak PKP Intercity również Koleje Śląskie od godz. 8 honorować mają bilety innych przewoźników kolejowych - również w momencie rozpoczęcia podróży w godzinach strajku, a zakończenia jej po godzinie 10. Na dworcu w Katowicach reporterka RMF FM Anna Kropaczek usłyszała od pasażerów, że nie zawsze było wiadomo kiedy i skąd odjeżdżają autobusy zastępcze. Podróżni narzekali na zamknięty punkt informacji PKP Intercity. Dopiero przed godziną 9 został on otwarty.

/ PAP/Andrzej Grygiel /
/ PAP/Andrzej Grygiel /
/ PAP/Andrzej Grygiel /
/ PAP/Andrzej Grygiel /
/ PAP/Andrzej Grygiel /
/ PAP/Andrzej Grygiel /
/ PAP/Andrzej Grygiel /
/ PAP/Andrzej Grygiel /
/ PAP/Andrzej Grygiel /

Około 8 do strajku przystąpili też nauczyciele i pracownicy administracji szkół. Według związkowców, dwie pierwsze lekcje mogą nie odbyć się nawet w 350 placówkach, natomiast do kuratorium oświaty samorządy przekazały informacje o niespełna 70 szkołach, gdzie ma dojść do strajku. We wszystkich szkołach uczniowie mają mieć zapewnioną opiekę. Np. w Jaworznie protestują nauczyciele ze szkoły podstawowej numer siedem. Na drzwiach placówki wisi kartka z informacją o przystąpieniu do protestu. Nie ma na niej postulatów a jedynie stwierdzenie, że szkoła nie będzie pracować od godz. 8 do 10. Rodzice, w miarę możliwości, powinni więc wysłać dzieci dopiero na trzecia lekcję. Uczniowie, którzy jednak pojawią się w placówce o poranku, dwie godziny spędzą w świetlicy lub na zajęciach na sali gimnastycznej. Nie mam wyjścia. Muszę dziecko odprowadzić do szkoły a ja muszę iść do pracy - usłyszał nasz reporter Maciej Grzyb od rodziców odprowadzających uczniów. Zajęcia lekcyjne rozpoczną się od trzeciej godziny. Ale wszyscy uczniowie mają opiekę- zapewnia Ilona Janus dyrektor szkoły podstawowej nr. 7 w Jaworznie.

W około 20 szpitalach - m.in. w Katowicach, Sosnowcu, Bytomiu i Jastrzębiu Zdroju - protest w godzinach od 7 do 9 przybrał formę strajku włoskiego. Polegał na dokładnym przestrzeganiu procedur przy rejestracji pacjentów zgłaszających się na badania lub do planowych zabiegów. Z pierwszych informacji wynika, że karetki pogotowia jeździły normalnie a lekarze i pielęgniarki nie odeszli od łóżek pacjentów.

Kopalnie z opóźnieniem rozpoczną wydobycie

Z dwugodzinnym opóźnieniem wydobycie zaczęły śląskie kopalnie węgla kamiennego. Górnicze spółki zapewniają jednak, że pod ziemię od rana zjeżdżają pracownicy odpowiedzialni za bezpieczeństwo. Strajk w kopalniach rozpoczął się tzw. masówkami. W niektórych zakładach - jak w katowickiej kopalni Staszic - masówki trwały od 5 rano. Oprócz kopalń strajk na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim objął także huty, zakłady zbrojeniowe, energetykę, ciepłownictwo, niektóre firmy motoryzacyjne.

Protesty przed zakładami pracy

Rano związkowcy pojawili się przed bramą Huty Pokój w Rudzie Śląskiej. Strajk jest wyrazem ogromnej determinacji społeczeństwa Śląska; jest to żółta kartka dla strony rządowej, za tych blisko sześć lat rządów, sześć lat upodlenia pracowników i społeczeństwa (...). Nie może być tak, że strona rządowa potrzebuje społeczeństwa tylko raz na cztery lata - mówił przed bramą rudzkiej huty szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności Dominik Kolorz. Wierzę w to, że ta dzisiejsza iskra ze Śląska da wyraźny sygnał reszcie kraju, że można się zorganizować, że trzeba walczyć o swoją godność i swoje prawa - dodał szef regionalnej "S. Chcemy podkreślić, że jest to strajk solidarnościowy, gdzie jeden staje za drugiego; jeden za wszystkich, wszyscy za jednego- mówił Kolorz. Według niego, w proteście weźmie udział "co najmniej kilkadziesiąt tysięcy osób". Wczoraj lider regionalnej "S" szacował, że będzie to nawet ok. 100 tys. pracowników.


Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

Nie ma zakłóceń w dostawach ciepła

Strajk nie spowodował przerw w dostawach ciepła do odbiorców - tak przynajmniej wynika z informacji największego na Śląsku dostawcy, spółki Tauron Ciepło. Według związkowców
tam, gdzie jest to możliwe, "zmniejszone są parametry cieplne w dostawach do obiektów administracji rządowej". Urzędnicy, raczej tego nie odczują. Jak powiedział jeden z pracowników Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach, który miał być dotknięty ograniczeniami w dostawach, na razie w budynku jest ciepło. Nie ma również żadnych przerw w dostawach prądu.


Śląsk strajkuje przeciwko rządowi

Związkowcy chcą, żeby rząd m.in. wycofał się ze zmian w Kodeksie pracy, domagają się skutecznej walki z kryzysem, wsparcia kluczowych dziedzin przemysłu, ograniczenia umów śmieciowych, utrzymania systemu emerytur pomostowych, a także reformy systemu ochrony zdrowia i szkolnictwa. Strajkowi towarzyszyć mają pikiety w sześciu miastach woj. śląskiego: Katowicach, Sosnowcu, Jastrzębiu Zdroju, Siemianowicach Śląskich, Świętochłowicach i Rybniku. W większości miast marsze ruszą o 9. Pikiety solidarnościowe zapowiedziano przed urzędami wojewódzkimi w całej Polsce.

Strajk nie obejmie całego woj. śląskiego, a jedynie teren śląsko-dąbrowskiego regionu Solidarności, czyli dawne woj. katowickie. W 600 zakładach pracy na Śląsku i w Zagłębiu przeprowadzono referenda strajkowe, w których wzięło udział 147 tys. pracowników. Ponad 95 proc. z nich poparło strajk.