Polscy żołnierze powinni wejść w skład natowskich sił szybkiego reagowania – to leży w naszym interesie – twierdzi Marek Siwiec. Z szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego rozmawiał Konrad Piasecki.

REKLAMA

Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego zdradził, że Polska byłaby w stanie wesprzeć takie siły 5. tysiącami żołnierzy. Za każdym z nich idzie duża siła ognia, sprzęt i śmigłowce.

Zapytany, czy warszawskie spotkanie państw NATO można określić mianem narady wojennej przed atakiem na Irak, powiedział, że ten temat nie zdominował rozmów sojuszników. Głównie z tego powodu, że decyzja o wojnie jeszcze nie zapadła, a sprawą reżimu Saddama Husajna zajmuje się ONZ – organizacja pokojowa.

Jednak, zdaniem Siwca, problem poparcia rozważanego przez USA ataku na Irak jest niewątpliwie rodzajem testu sojuszniczego. Dzisiaj nie istnieje alternatywa albo razem na Irak, albo koniec sojuszu, ale jest alternatywa mocniejszy, bardziej zwarty sojusz, albo słabszy i mniej zwarty. W czasie spotkania członków NATO miała miejsce dyskusja sojuszników, którzy powinni się opowiedzieć w obliczu zagrożenia jednego z nich.

Ponadto jak powiedział Siwiec naszemu reporterowi, obecnie Aleksander Kwaśniewski nie zawahałby się nazwać prezydenta Ukrainy, Leonida Kuczmy, swoim przyjacielem. Relacje między mężami stanu zwykle są pochodną relacji między krajami. Obecnie Ukraina jest w trudnej sytuacji, a my chcemy być rzetelnym partnerem.

Na Ukrainie jest legalnie wybrany prezydent i parlament. Nie ma nic niewłaściwego w tym, że istnieje w tym kraju również opozycja. Marek Siwiec nie ukrywa jednak, że trzeba zapytać, czemu ekspresja niezadowolenia Ukraińców ma miejsce na ulicy, a nie w mediach? Na to pytanie powinni jednak odpowiedzieć sami Ukraińcy.

Jednak, jak twierdzi Siwiec, ostatnie wydarzenia u naszego wschodniego sąsiada świadczą o jakości ukraińskiej demokracji.

Foto Archiwum RMF

18:40