Rozstrzygnięto toczący się od lat sądowy spór pomiędzy rodem Gawrońskich a Republiką Serbii o budynek w Alejach Ujazdowskich. Na mocy postanowienia, Serbia nie zostanie na skutek zasiedzenia właścicielem budowli, w której znajdowała się jej ambasada. Orzeczenie Sądu Okręgowego w Warszawie jest w tej precedensowej sprawie prawomocne.

REKLAMA

Ambasada Jugosławii, a potem Serbii, mieściła się w budynku w Alejach Ujazdowskich w Warszawie od 1947 r. (obecnie znajduje się ona w innym miejscu stolicy). W 2002 r. budynek formalnie wrócił do spadkobierców, jednak do 2007 r. nadal znajdowała się w nim siedziba ambasady.

Gawrońscy wystąpili do sądu o zapłatę blisko 25 mln zł za bezumowne użytkowanie budynku. Z kolei Serbia wystąpiła z wnioskiem o uznanie nabycia spornej nieruchomości w drodze zasiedzenia.

W tej sprawie toczyły się rozmowy z udziałem MSZ, były też osobne procesy - cywilny i administracyjny.

Dziś sąd utrzymał styczniowe postanowienie, od którego odwołała się strona serbska. Według sądu, nie upłynęło wymagane 30 lat do stwierdzenia zasiedzenia, bo na kilka miesięcy przed upływem tego terminu - liczonego od 1 listopada 1976 r. - Gawrońscy złożyli wezwanie do ugodowego załatwienia sprawy. Liczy się dzień złożenia wniosku, a nie termin jego doręczenia - podkreślił sąd, odnosząc się do argumentu Serbii, że doręczenie nie nastąpiło we właściwej formie (czyli drogą dyplomatyczną). Data 1 listopada 1976 r. została ustalona na podstawie dokumentacji, z której wynika, że właśnie wtedy zakończyło się użytkowanie ambasady przez Jugosławię na mocy umowy i rozpoczęło tzw. użytkowanie bezumowne.

Sąd podkreślił też, że choć Gawrońscy nie byli wtedy właścicielami spornego budynku (jest nim Skarb Państwa), lecz jego użytkownikami wieczystymi, mieli prawo zwrócić się do Serbii o ugodowe załatwienie sprawy i wywołało to takie same skutki, jak gdyby zrobił to ktoś w imieniu Skarbu Państwa.

Odwołanie od styczniowego orzeczenia

W styczniu tego roku Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście odmówił stwierdzenia zasiedzenia. Pełnomocnicy Serbii odwołali się od tego rozstrzygnięcia. Twierdzili, że minęło przepisowe 30 lat, po których można ubiegać się o stwierdzenie zasiedzenia.

Sąd I instancji mówił o wrogim przejęciu części państwa polskiego przez Republikę Serbii. Sąd nie zauważa, że Republika Serbii chce być tylko traktowana na równi z innymi podmiotami prawnymi. Instytucja zasiedzenia wynika z niezakłóconego, 30-letniego posiadania. To nie była inwazja obcych wojsk i wrogie zajęcie kawałka ziemi polskiej. A ani Serbia, ani Jugosławia niczego takiego nie chce. Otrzymała wypalone ruiny, odbudowała pałacyk i użytkowała go jako swą ambasadę - argumentował wówczas pełnomocnik Serbii, mec. Józef Forystek.

Pełnomocnik spadkobierców mec. Lech Żyżelewski był za oddaleniem apelacji. Zwrócił uwagę, że strony tego procesu są nierówne: z jednej "zwykli obywatele pozbawieni swych spraw, a z drugiej - samodzielne i suwerenne państwo". Gdyby Serbia chciała od Gawrońskich kupić ten budynek, być może nawet by się zgodzili. Ale Serbia chce ją przejąć bez ekwiwalentu - podkreślił. Historia nie zna przypadku, aby obce państwo - wbrew woli państwa przyjmującego, o czym świadczą pisma MSZ i MSW - próbowało przejąć nieruchomość. Jeśli gospodarz nie życzy sobie, aby gość czymś zawładnął, to dla dobra stosunków międzynarodowych nie idzie się do sądu, aby uzyskać zasiedzenie. Tak się nie godzi - przekonywał prawnik.