Ponad 2,5 tys. wniosków o ustawienie urządzeń wpłynęło już do Inspekcji Transportu Drogowego. Nowych urządzeń ma być tylko 111. Inspekcja musi więc wybierać - pisze w piątkowym numerze "Rzeczpospolita".

REKLAMA

Jak czytamy w artykule, prośby o fotoradary pochodzą od urzędów miast i gmin, jak również sołtysów. Zdarzają się także wnioski od policji czy organizacji pozarządowych i obywateli.

"Leszek Kuliński, wójt gminy Kobylnica, o zamontowanie urządzeń stara się od lat. Teraz także wysłał wnioski" - czytamy dalej. W rozmowie z gazetą Kobyliński zaznaczył, że wystąpił o zamontowanie urządzeń w trzech lokalizacjach. Jako powód podał, że miejsca te są niebezpieczne i dochodzi tam do wypadków. Do tej pory dostał jedną odmowną odpowiedź.

My najlepiej wiemy, gdzie jest bezpiecznie, a gdzie nie - powiedział gazecie z kolei Maciej Berlicki, burmistrz miasta i gminy Sianów.

Jak informuje "Rz", część samorządów uważa, że zmiana przepisów w 2016 r., która odebrała im uprawnienie do korzystania z fotoradarów, była błędem. Wyłączono wtedy blisko 400 urządzeń. Statystyki wypadków świadczą o tym, że samorządy mogą mieć rację - twierdzi "Rz".

Od tego czasu jedyną instytucją, która może nakładać kary za zarejestrowane przewinienia jest Główny Inspektorat Ruchu Drogowego, pod który podlega Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym, sprawujące pieczę nad fotoradarami.