Lewicowi delegaci do Konwentu Europejskiego przed unijnym referendum zapewniali, że walczą o umieszczenie w preambule konstytucji UE religijnych odwołań. Było to swoiste puszczanie oka do polskiego episkopatu, którego poparcie było bardzo potrzebne. Ale jak było w rzeczywistości?

REKLAMA

Polscy przedstawiciele do Konwentu Europejskiego – minister Danuta Hübner i poseł Józef Oleksy - co innego mówili na użytek wewnętrzny mediów i Kościoła, którego poparcie było przecież tak istotne przed referendum, a co innego w Brukseli. Delegaci ci nie złożyli w Brukseli żadnych formalnych poprawek, które zawierałyby odwołania do polskiej konstytucji czy też wartości chrześcijańskich.

Zabiegali o to jedynie opozycyjni delegaci - senator Edmund Wittbrodt z Bloku Senat 2000 i Marta Fogler z PO. Gdy padała w ubiegłym tygodniu propozycja przewodniczącego Konwentu, aby w preambule odwołać się wyłącznie do dziedzictwa kulturalnego, religijnego i humanistycznego oraz tradycji greckiej i rzymskiej tylko oni oficjalnie zaprotestowali.

Wczoraj wprawdzie rząd Leszka Millera poparł Watykan w sprawie wprowadzenia do konstytucji zapisu o wartościach chrześcijańskich, ale nie przesłał do tej pory żadnej poprawki. I już raczej nie prześle, bo właśnie trwa posiedzenie Konwentu i odczytywany jest projekt zapisu preambuły. Tak więc wczorajsze stanowisko gabinetu Millera było spóźnione i koniunkturalne: teraz rząd będzie mógł twierdzić, że zajął stanowisko zgodne z linią Watykanu, ale z przyczyn niezależnych nic nie wskórał...

16:05