Krew, prześcieradło - relikwie Jana Pawła II rozprzestrzeniają się bardzo szybko. Zaczęło się to kilka miesięcy przed beatyfikacją - pisze "Gazeta Wyborcza". Teraz parafie nadal ścigają się, by dostać choć kilka włosów papieża.

REKLAMA

W ostatnich dniach życia papieżowi pobrano krew do transfuzji w szpitalu, jednak ostatecznie jej nie przetoczono. Krwi nie zniszczono, ale przelano do czterech małych pojemników i podzielono: dwa dla kard. Stanisława Dziwisza, dwa dla szpitala. Teraz - podobnie jak kości i inne części ciała - jest to relikwia I stopnia.

Kardynał Stanisław Dziwisz odpiera zarzuty o rozpowszechnianie kultu papieskiej krwi. Uważa, że są też inne relikwie, II stopnia, czyli przedmioty należące do świętego, w tym ubrania. Jednak większość polskich proboszczów wolałaby mieć w parafiach choć kroplę krwi Jana Pawła II. Dlatego księża zaczęli się masowo ubiegać taki dar. Po beatyfikacji kardynał nie odmawiał - takie relikwie są już w ok. 80 polskich kościołach.

Niejedna parafia chciałaby również mieć choć kilka włosów papieża. "To prestiż" - mówią zainteresowani. Hierarchowie, pytani, czy w takim rozdawnictwie nie ma nic niepokojącego, odmawiają komentarzy. Kult relikwii rozwija się żywiołowo i oddolnie, zawsze tak było w pobożności ludowej, którą Kościół nie pogardza - powiedział "Gazecie" krakowski biskup Grzegorz Ryś.

Kult relikwii (od łacińskiego "reliquiae" jest znany od IV wieku, gdy pielgrzymowano do grobów męczenników. W średniowieczu przybierał groteskowe i straszne formy - zdarzało się, że z ciała wybijano zęby i ucinano palce. Dzisiejszy kult krytykują m.in. niektórzy religioznawcy. Profesor Zbigniew Mikołejko nazywa go "wtłaczaniem chrześcijaństwa w formę naturalistycznej magii". Obrońcy twierdzą, że "relikwie to nie dogmat, a jeśli pomagają czyjejś pobożności - nie ma w nich nic złego".