Ceny gazu na europejskich giełdach od wielu miesięcy pozostają rekordowo niskie. Jako główne przyczyny wskazuje się ciepłe zimy oraz wysokie poziomy zapasów w magazynach i importu taniego LNG. Dodatkowym impulsem ku spadkom stała się epidemia koronawirusa.

REKLAMA

Powszechnie używany w Europie TTF - holenderski indeks rynku spot dla gazu ziemnego - od połowy 2018 r. spadł trzykrotnie; cena notowanego tam gazu obniżyła się z poziomu 25 euro za MWh do ok. 8,5 euro za MWh w styczniu 2020 r. Na początku jesieni 2019 r. była jeszcze niższa - wyniosła 7,5 euro, najmniej od października 2006 r.

Od połowy 2018 r. do wczesnej jesieni 2019 r. ceny gazu na Towarowej Giełdzie Energii w Warszawie podążały za trendami europejskimi, spadając 2,5 krotnie. Po krótkim odbiciu ponowne spadły do bardzo niskich poziomów.
Pierwszą, powszechnie wskazywaną przyczyną niskich cen gazu są ciepłe zimy. Zima 2019-2020 jest drugim z rzędu wyraźnie cieplejszym zimowym sezonem. Ogranicza to zużycie gazu na cele związane z ogrzewaniem, a więc i popyt, co przekłada się na ceny.

Niekorzystne zmiany odczuwa PGNiG

Kraje UE mają obecnie bardzo wysokie jak na tę porę roku zapasy gazu. Z powodu łagodnej poprzedniej zimy, na początku wiosny 2019 r. w europejskim magazynach pozostało ok. 40 mld m sześc. gazu, dwa razy więcej niż rok wcześniej. Przez cały ciepły sezon wszyscy uczestnicy rynku starali się gromadzić jak największe zapasy gazu, spodziewając się, że na przełomie roku dojdzie do kolejnego rosyjsko-ukraińskiego kryzysu, i być może zakłóceń w dostawach. Gazprom porozumiał się jednak z ukraińskim Naftogazem i do żadnych zakłóceń nie doszło. Tymczasem w Europie zgromadzono rekordowe zapasy - ponad 100 mld metrów sześciennych.

Według danych Komisji Europejskiej, zużycie gazu w Europie ostatnio rośnie, głównie z powodu zwiększonej produkcji energii elektrycznej. Z powodu wysokich cen uprawnień do emisji CO2 gaz wypiera węgiel - wskazuje KE. Jednocześnie rośnie import gazu, np. według ostatnich dostępnych danych KE, w III kwartale 2019 r. kraje UE sprowadziły o 75 proc. więcej LNG niż w tym samym okresie 2018 r. Co więcej, zapłaciły za paliwo prawie o połowę mniej niż rok wcześniej.

Światowy rynek LNG również doświadcza od dłuższego czasu nadpodaży, której nadejście analitycy przewidywali już kilka lat temu. Efektem są niskie ceny skroplonego gazu. Dodatkowym czynnikiem, który przełożył się na ich dalszy spadek jest epidemia koronawirusa w Chinach. Aktywność ekonomiczna w tym kraju znacząco spadła, podobnie jak konsumpcja gazu. Chiński koncern CNOOC ogłosił nawet niezdolność do odbioru LNG z powodu siły wyższej, czego jednak kontrahenci nie uznali. Prognozy mówią o spadku chińskiego popytu na LNG na poziomie kilkunastu miliardów metrów sześc. gazu rocznie. Agencja Fitch oceniła, że wydarzenia w Chinach spowodują silną presję na inne azjatyckie rynki gazu oraz na rynek europejski.

Tymczasem amerykańska Agencja Informacji Energetycznej (EIA) przewiduje, że produkcja gazu w Stanach Zjednoczonych będzie rosnąć bez względu na dalszy scenariusz rozwoju sytuacji. EIA ocenia też, że ceny na amerykańskim Henry Hub, głównym ośrodku handlu gazem w USA, pozostaną niskie, co przełoży się na opłacalność eksportu do Europy.

Niskie giełdowe ceny gazu działają niekorzystnie na sytuację PGNiG, bowiem polski koncern znaczną część gazu musi kupować od Gazpromu na warunkach z kontraktu jamalskiego, a potem sprzedawać go po niższych cenach rynkowych. Kontrakt jamalski obowiązuje do końca 2022 r.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Francja zamyka najstarszą elektrownię jądrową. To część planu Macrona