Nieprzejrzystość i tajność rodzi korupcję. To zdanie znakomicie pasuje do systemu rejestracji leków i umieszczania ich na tzw. ministerialnej liście. Okazuje się, iż rynek farmaceutyczny, gdzie przychody firm to rocznie ok. 10 mld dolarów, pozbawiony jest jasnych reguł i jakiejkolwiek kontroli.

REKLAMA

Sporo zastrzeżeń co to przejrzystości reguł budzi już chociażby sposób rejestracji nowego leków, od której zależy pojawianie się medykamentu na rynku. O wszystkim decyduje grupa urzędników podległych Ministerstwu Zdrowia. A ci mogą procedury zakończyć bardzo szybko albo przeciągać je w nieskończoność.

I tu pojawia się możliwość manipulowania. Skoro ministerstwo ma z jednaj strony możliwość rejestracji leku, a z drugiej wprowadza go na listę, to może się tym lekiem nie zająć i go nie zarejestrować, a lista tworzona jest z leków zarejestrowanych – mówi Bolesław Piecha z sejmowej komisji zdrowia.

Ale na tym nie koniec, bo – jak dodaje Piecha - minister Łapiński całkowicie utajnił parce przy tworzeniu owej „niesławnej” listy. A dodajmy, że wpisanie medykamentu na listę przynosi firmom milionowe korzyści. Te lekarstwa, które się na niej znajdą są bowiem częściej przepisywane przez lekarzy - jako tańsze, bo dotowane przez państwo.

Te niejasne przepisy powinny zostać zmienione – domaga się opozycja, która już przygotowała projekt nowelizacji ustawy, przewidujący oddzielenie urzędu rejestracji leków od ministerstwa. Elżbieta Radziszewksa z PO obiecuje jednocześnie, że wkrótce zostaną także opracowane jasne reguły rejestracji leków i wprowadzanie ich na ministerialną listę.

foto: Archiwum RMF

17:25