Tłum lekarzy i pielęgniarek protestujący wcześniej przed Sejmem przeniósł się przed gmach Ministerstwa Zdrowia. Protestujący domagają się 30-procentowej podwyżki płac jeszcze w tym roku.

REKLAMA

Zobacz również:

Przed budynkiem resortu zdrowia padły już niezbyt parlamentarne słowa pod adresem ministra Zbigniewa Religi. To co przygotował dla nas, to po śląsku szajs - wyraziła się Ewa Fica przewodnicząca sekretariatu zdrowia śląsko-dąbrowskiej "Solidarności". Minister zdrowia, Zbigniew Religa choć popiera postulaty płacowe, rozwiewa złudzenia - w tym roku wzrost pensji nie jest możliwy.

Lekarze i pielęgniarki przynieśli ze sobą białe flagi z czerwonym napisem „Solidarność” i czarne żałobne. Dla mnie to jest smutne i chce mi się płakać, że musiałam tu dzisiaj przyjechać, żeby zaprotestować i żeby nas ktoś zauważył, że należy nam się coś więcej od tego rządu i kraju; żeby nie wyjeżdżać za granicę, żeby godnie żyć - mówiła reporterowi RMF lekarz pediatra z Częstochowy.

Dzisiaj placówki medyczne pracują, jak podczas ostrego dyżuru; wykonywane są jedynie zabiegi ratujące życie. Na oddziałach szpitalnych są tylko lekarze dyżurni i ordynatorzy, nieczynne są przyszpitalne przychodnie specjalistyczne. Zaplanowane wizyty lekarskie oraz operacje zostały odwołane i przełożone na późniejsze terminy.

Na Lubelszczyźnie oprócz szpitali strajkuje także Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa. Honorowi dawcy krwi od rana odsyłani są z kwitkiem. Mamy 11 oddziałów- żaden z nich nie pobiera krwi dzisiaj. Natomiast doszliśmy do wniosku, że Regionalne Centrum, jako monopolista na wiele badań, nie może się zamknąć całkowicie. Te badania, które wykonane być powinny, wykonywane są i będą - mówi Eugeniusz Toruń, dyrektor centrum krwiodawstwa w Lublinie. Posłuchaj relacji Krzysztofa Kota:

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio