Dwieście tysięcy złotych kosztowało prezydenta Piotrkowa Trybunalskiego odzyskanie wolności. Aresztowany za korupcję prezydent wróci do domu dwa dni przed referendum w sprawie jego odwołania.

REKLAMA

Przed bramą piotrkowskiego aresztu na prezydenta czekał kierowca służbowego samochodu i żona. Prosto z aresztu pojechał on do domu spotkać się z rodziną. W poniedziałek prezydent pierwszy raz od dziewięciu miesięcy pojawi się w pracy. Tego dnia jednak będą też znane wyniki referendum, w którym mieszkańcy Piotrkowa mają się wypowiedzieć na temat jego ewentualnego odwołania ze stanowiska. Aby głosowanie było ważne, musi wziąć w nim udział 30 procent mieszkańców Piotrkowa.

Prezydent oświadczył, że nie poda się do dymisji, ponieważ jest niewinny. - Nie popełniłem żadnego z zarzucanych mi czynów. To jest brutalna prowokacja pod moim adresem - argumentuje. Prokuratura oskarża go o branie łapówek od osób powiązanych z łódzkim Funduszem Ochrony Środowiska. Ma być on także odpowiedzialny za spowodowanie wielomilionowych strat w Funduszu w czasach, gdy pełnił funkcję marszałka województwa łódzkiego.