"To rewolucyjne wzmożenie. Czy zamach? Nie wiem, ale rewolucja zawsze jest czymś nadzwyczajnym" - tak prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński komentuje w RMF FM nowelizację ustawy o TK, która w piątek została podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę i opublikowana w Dzienniku Ustaw. Przewiduje ona ponowny wybór pięciu sędziów TK. Wejdzie w życie za dwa tygodnie. "Są takie ustawy, jak o Trybunale Konstytucyjnym czy Sądzie Najwyższym, wokół których prace nad zmianami czy uzupełnieniami powinny być przeprowadzane i były dotąd przeprowadzane szczególnie starannie. Żeby "trzecia władza" nie miała poczucia, że ktokolwiek próbuje ustawić ją sobie tak, aby była ona podporządkowana" - tłumaczy Rzepliński.

REKLAMA

Romuald Kłosowski, RMF FM: Tak ekspresowej zmiany ustaw nie było chyba w dziejach polskiego parlamentaryzmu ostatnich lat?

Andrzej Rzepliński, prezes Trybunału Konstytucyjnego: Nie było.

Jeśli dobrze liczę, to trzech sędziów jest teraz w Trybunale nadprogramowo?

Liczę na to, że Pan Prezydent zorganizuje akt ślubowania trzech sędziów, wybranych zgodnie z Konstytucją i demokratycznie, którzy od 7 listopada powinni pełnić swój urząd. I wtedy nie będzie problemu. Aktem ustawowym nie można unieważnić uchwały Sejmu. To jest niemożliwe. Chyba że Trybunał Konstytucyjny zbadałby jej konstytucyjność, a nie miał jeszcze takiej okazji.

3 grudnia ma się odbyć rozprawa z wniosku grupy posłów.

Trudno powiedzieć, jaki będzie wyrok. Będzie orzekało 11 sędziów, bo tylu będzie tego dnia jeszcze sędziami Trybunału Konstytucyjnego.

Ten ekspresowy tryb powoływania nowych sędziów to nie jest zamach na Trybunał?

To rewolucyjne wzmożenie. Czy zamach? Nie wiem, ale rewolucja zawsze jest czymś nadzwyczajnym. Niedobrze, że się dzieje. To są różnego typu zabiegi wokół jedynego organu, który stoi na straży porządku konstytucyjnego. Tak to zostało przyjęte w naszej Konstytucji i tak musi być traktowane. W państwach prawnych nie może być, że każdy mówi, co jest prawne, co obowiązuje i co jest zgodne z Konstytucją, a co nie. Bo mamy wtedy stan anarchii, a nie stan prawa. Jak powiedział Prezes Safian, Trybunał Konstytucyjny w ciągu lat, w których istnieje - dał swoją olbrzymią kontrybucję dla stabilizowania prawa, dla poczucia Polaków, że prawo jest i obowiązuje, że prawa obywatelskie powinny być przestrzegane. Jeżeli są konflikty między różnymi organami konstytucyjnymi to Trybunał, z udziałem tych skonfliktowanych organów, będzie na rozprawie rozważał jakie należy przyjąć rozwiązanie, zgodnie z Konstytucją. Inaczej, niż Sejm. Sejm, jeżeli dostrzega jakieś wady jakieś ustawy, może się tym zająć, ale znowu - z zachowaniem wszelkich procedur.

A w Konstytucję i organy, które jej chronią nie powinno się ingerować?

Konstytucja jest Ustawą Zasadniczą i jakiekolwiek zmiany w niej czy uchwalenie nowej Konstytucji to bardzo poważne przedsięwzięcie. Trzeba pamiętać, żeby koszty zmiany Konstytucji nie były wyższe, niż ewentualne zyski. W przypadku zwykłych ustaw jest inna sytuacja. Są takie ustawy, jak o Trybunale Konstytucyjnym czy Sądzie Najwyższym, wokół których prace nad zmianami czy uzupełnieniami powinny być przeprowadzane i były dotąd przeprowadzane szczególnie starannie. Żeby "trzecia władza" nie miała poczucia, że ktokolwiek próbuje ustawić ją sobie tak, aby była ona podporządkowana. Jeżeli to nie było całkowicie możliwe "za komuny", to tym bardziej teraz.

Parlament autonomicznie dla siebie reguluje prawo funkcjonowania. Mówię tutaj o regulaminie Sejmu i Senatu, a Prezydent - i mówi o tym wprost Konstytucja - nawet bez uzyskania kontrasygnaty Rządu - nadaje status swojej Kancelarii czyli pisze swoistą Ustawę Kancelarii Prezydenta. W przypadku władzy sądowniczej nie mamy żadnej możliwości tworzenia prawa, ale do tej pory mamy gwarantowane prawo aktywnego udziału przez obecność w Komisjach Sejmowych, przez odpowiadanie posłom czy senatorom, przez odpowiadanie na pytania ewentualnych ekspertów sejmowych czy senackich. Ale ostatecznie decyzje o tym jakie będzie prawo dla TK, Sądu Najwyższego i NSA podejmują posłowie i senatorowie poprzez głosowanie. Ale zawsze z udziałem sędziów. Mimo że w ławach sejmowych jest oddzielny fotel dla Prezesa Trybunału Konstytucyjnego - nie byłem poproszony, nie byłem nawet zawiadomiony o terminie plenarnego posiedzenia, wobec tego nie pchałem się tam. Pewnie byłbym persona non grata, skoro mimo że jest dla mnie miejsce i mimo, że do tej pory to było oczywiste, że jestem zapraszany - nie mogłem zabrać głosu, nie tyle w swoim imieniu, co przedstawiając stanowisko Trybunału Konstytucyjnego.