Nawet 2 tysiące pacjentów na Mazowszu może mieć problem z dostępem do radioterapii. Tylu leczyło się do tej pory rocznie w prywatnym ośrodku onkologicznym w Otwocku pod Warszawą. Szpital - po dwóch latach starania o kontrakt z NFZ - mówi dość. Od pierwszego sierpnia wstrzymuje przyjęcia nowych pacjentów.

REKLAMA

Decyzja placówki oznacza, że nawet 10-20 procent chorych na raka, którzy wymagają radioterapii, będzie musiało szukać dla siebie miejsca w innych placówkach. Problem w tym, że po zamknięciu ośrodka w Otwocku, zostaną na Mazowszu tylko dwa inne.

To za mało, aby szybko leczyć, ale NFZ tego nie rozumie - mówi kierownik ośrodka Andrzej Radkowski. Na Śląsku jest 30 akceleratorów. Bez naszych dwóch najprawdopodobniej będzie około piętnastu. Nie wiem, czy to jest możliwe, żeby te aparaty pracowały dwa razy dłużej, bezpiecznie dla pacjentów. Podejrzewam, że urzędnicy nie do końca rozumieją problem - dodaje.

NFZ zapewnia, że dostępność do radioterapii będzie zabezpieczona, bo pozostałe placówki mają miejsca. Gdyby tak było, to chorzy nie trafialiby do nas na przykład z centrum onkologii, bo u nas leczymy szybciej - odpowiada doktor Radkowski. Placówka w Otwocku dokończ leczenie już zapisanych pacjentów. Ostatniego chorego naświetli w połowie września.

(es)