Ponad połowa zdjęć z fotoradarów Inspekcji Transportu Drogowego trafiła do kosza - ustalił reporter RMF FM Paweł Świąder. Na 740 000 wykroczeń zarejestrowanych w ciągu ostatniego roku inspekcja wystawiła zaledwie 60 000 mandatów.

REKLAMA

Inspekcja cały czas podkreśla, że do tej pory korzystała ze starych policyjnych fotoradarów. Jakość robionych przez nie zdjęć pozostawia wiele do życzenia. Kiedy już inspektorom udało się wyłuskać czytelne fotografie piratów drogowych, to ich obróbka trwała miesiącami.

Do właścicieli sfotografowanych samochodów wysłano 160 000 wezwań o wskazanie kierowców. Wróciła ledwie połowa, co pozwoliło na wystawienie 60 000 mandatów. To oznacza, że mniej niż co dziesiąty kierowca, który złamał przepisy i został sfotografowany, poniesie karę. Tymczasem w Polsce wciąż to z powodu zbyt szybkiej jazdy najczęściej dochodzi do wypadków.

W przypadku 10 000 kierowców inspekcja nie była w stanie wystawić mandatu w ciągu pół roku, a to oznacza, że ich sprawy trafiły do sądów. 230 piratów nie zostanie ukaranych w ogóle, bo nie udało się inspekcji wystawić mandatu w ciągu roku od wykroczenia.

Inspekcja zapewniała, że od lipca ruszy system 300 nowych fotoradarów. Teraz okazuje się, że montaż nowych urządzeń zaczął się dopiero miesiąc temu. Nowe fotoradary na pewno wykonują lepszej jakości zdjęcia. To jednak nie rozwiąże wszystkich problemów. Bez automatycznego systemu, do którego miały one wpływać i który miał sam wystawiać mandaty inspekcja nie będzie w stanie nadrobić opóźnień. Tymczasem system ma ruszyć najwcześniej w przyszłym roku.

Minister finansów zaplanował, że w tym roku wpływy z mandatów z fotoradarów wyniosą 1,2 mld zł. Do tej pory kierowcy wpłacili... 15 mln zł.