Co jedenasty kredytobiorca na spłatę rat wydaje ponad połowę swoich dochodów. Już blisko 1,5 mln klientów banków zalega z płatnościami zobowiązań powyżej 60 dni, a ponad milion Polaków ma opóźnienia przekraczające pół roku - podaje "Rzeczpospolita".

REKLAMA

Około 100 tys. osób ma zaciągniętych co najmniej po dziesięć kredytów, a miesięczna suma rat przekracza ich miesięczny dochód, alarmuje gazeta. Co 11. kredytobiorca na spłatę rat wydaje ponad połowę swoich dochodów.

Rok temu kwota niespłacanych regularnie kredytów osób prywatnych wynosiła 8,8 mld zł. W tym roku wartość złych kredytów udzielonych przez banki klientom indywidualnym zwiększyła się w pierwszych ośmiu miesiącach o połowę i sięgnęła 15,2 mld zł. Tylko w lipcu i sierpniu kwota pożyczek, ze spłatą których są kłopoty, powiększyła się o ponad 1,8 mld zł.

Dziś widać, że w okresie boomu kredytowego zadłużaliśmy się zbyt pochopnie. Polacy liczyli na utrzymanie przez długi czas dobrej pracy i wysokich pensji. Wskutek tych optymistycznych przewidywań kupowali za pożyczone pieniądze mieszkania, samochody, wycieczki i drogie wyposażenie mieszkań.

Niestety, nie potrafimy radzić sobie w kryzysowych sytuacjach, gdy pojawiają się kłopoty ze spłatą rat. Aż 5 proc. kredytobiorców przyznaje się do zaciągania pożyczek na spłatę starych zobowiązań, co najczęściej tylko nakręca spiralę zadłużenia. Około połowy z nadmiernie zadłużonych, zamiast negocjować z bankiem, nie robi nic. Tylko firmy windykacyjne notują niespodziewane obroty.

Niektórzy eksperci uważają, że w miarę jak rośnie bezrobocie, sytuacja będzie sie pogarszać i na wiosnę banki zaczną na dużą skalę sprzedawać mieszkania niewypłacalnych dłużników.