W Szczyrku odbył się pogrzeb ośmioosobowej rodziny, która zginęła w katastrofie budowlanej w Szczyrku. Urny z prochami złożono na miejscowym cmentarzu parafialnym w dwóch sąsiadujących grobach.

REKLAMA

W ostatniej drodze tragicznie zmarłym towarzyszyli najbliżsi, przyjaciele i znajomi, przedstawiciel prezydenta RP, reprezentanci różnych środowisk beskidzkiego kurortu, samorządowcy, poczty sztandarowe, koleżanki i koledzy ze szkół, a także setki mieszkańców miasta.

Prezydent RP Andrzej Duda w odczytanym podczas uroczystości pogrzebowych liście napisał, że tragedii, która się wydarzyła w Szczyrku, nie sposób wyrazić słowami. "W jednej krótkiej chwili zginęły dwa małżeństwa i czworo dzieci, z których żadne nie miało jeszcze 10 lat. Chcę wyrazić głęboki smutek z powodu ich tragicznego, niespodziewanego odejścia" - napisał prezydent. "Jestem przekonany, że zmarli pozostaną na zawsze w pamięci społeczności, jako dobrzy, pracowici, uczynni i serdeczni gazdowie" - dodał.

Kondukt pogrzebowy przeszedł główną ulicą miasta. Wśród żałobników był burmistrz Antoni Byrdy. Powiedział, że "miasto jest w żałobie, w bólu". Myślę, że także i dziś wielu wciąż zadaje sobie pytanie: dlaczego? A może nawet dramatycznie: gdzie byłeś Boże? - mówił w rozmowie z PAP. To byli moi znajomi - mówił w rozmowie z Onetem wyraźnie poruszony pan Henryk, jeden z mieszkańców miasta uczestniczący w uroczystościach. Tu są chyba wszyscy mieszkańcy Szczyrku... - dodał. Cóż innego możemy dziś zrobić? Ja też jestem matką. Wiem, co przeżywają ci, którzy żyją. Mieszkamy blisko. Byliśmy w bliskim kontakcie. Moi synowie są narciarzami. Bardzo się lubili. To bardzo smutny dzień - powiedziała Onetowi inna mieszkanka Szczyrku.

Ceremonię na cmentarzu parafii św. Jakuba poprzedziła msza św. w kościele św. Apostołów Piotra i Pawła, którą odprawił bielsko-żywiecki biskup pomocniczy Piotr Greger.

"Przekroczyli próg życia i śmierci w chwili, której nikt z nas się nie spodziewał"

Nasza codzienność jest kroczeniem na krawędzi pomiędzy doczesnością i wiecznością. Oni przekroczyli próg życia i śmierci w chwili, której nikt z nas się nie spodziewał. Byli w domu, a więc tam, gdzie człowiek (...) ma prawo czuć się bezpiecznym. Pośród prozaicznych działań wykonywanych każdego dnia nadeszła godzina śmierci - mówił biskup.

Dodał, że w obliczu tragedii ludzie zadają pytanie: dlaczego? Emocjonalnie nie potrafimy sobie z tym poradzić. Jest to ból trudny do uniesienia, ale nam trzeba się wzbić ponad emocje. Dopuśćmy do głosu tego, który nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych. Nie (...) czujmy się przez niego odrzuconymi. Nasz udział w pogrzebie i pamięć modlitewna (...) jest najlepszą formą podziękowania złożoną dla nich: że żyli wśród nas, że było nam dane doświadczyć od nich wiele dobra i szczęścia - chociaż po ludzku sądząc, było to wszystko zbyt krótkie i zakończyło się zdecydowanie za szybko - powiedział hierarcha.

Burmistrz Szczyrku Antoni Byrdy, zwracając się do bliskich ofiar, wskazał, że wszystko, co chciałby powiedzieć, będzie blade w stosunku do tego, co czują serca rodziny zmarłych, a także wszystkich przyjaciół i szczyrkowian. To, co przeżywamy od dwóch tygodni, to nie koszmarny sen, ale dramatyczna rzeczywistość. W obliczu tej ogromnej tragedii żadne słowa nie są w stanie wyrazić i ukoić bólu oraz cierpienia - powiedział.

W gruzach znaleziono ciała ośmiu osób

Do tragedii w Szczyrku doszło 4 grudnia wieczorem. Wybuch gazu zniszczył całkowicie trzykondygnacyjny dom. Ratownicy znaleźli w gruzach osiem ciał ofiar.

Sprawę katastrofy wyjaśnia bielska prokuratura okręgowa. Według śledczych, jest ścisły związek między wybuchem, który doprowadził do zawalenia się domu, a pracami wiertniczymi prowadzonymi przez prywatną firmę na zlecenie innej. Uszkodzony został wówczas gazociąg.

W środę prokuratura zleciła policji zatrzymanie trzech osób: Romana D., prezesa firmy budowlanej, która zleciła przewiert, Marcina S. i Józefa D., którzy wykonywali zlecenie. Wszyscy usłyszeli zarzuty sprowadzenia katastrofy. Grozi za to nawet 12 lat więzienia. Śledczy wnioskują o tymczasowe aresztowanie zatrzymanych.