4 osoby nie żyją a 75 jest rannych - to efekt wczorajszego zamachu bombowego w Natanji, w centralnym Izraelu. Jak na razie nikt nie przyznał się do ataku. Doszło do niego dzień po tym, jak żydowscy osadnicy i żołnierze zastrzelili troje Palestyńczyków. Bojownicy z Hamasu zapowiedzieli odwet.

REKLAMA

"Atak bombowy w Natanja to próba przeciwstawienia się izraelskiej okupacji." - powiedział Abdel Aziz al-Rantisi, jeden z przywódców radykalnego ugrupowania islamskiego Hamas. Grupa nie przyznała się jednak bezpośrednio do przeprowadzenia zamachu. Eksplozja nastąpiła w godzinach porannego szczytu w centrum miasta. Ładunek wybuchowy umieszczono pod jednym z zaparkowanych samochodów. Od końca września, kiedy wybuchła intifada, na Zachodnim Brzegu, w Strefie Gazy i w samym Izraelu zginęło 339 Palestyńczyków, 62 Izraelczyków i 13 Arabów izraelskich.

Hamas nasili ataki

Tymczasem wojskowe skrzydło palestyńskiej organizacji Hamas, zapowiedziało przedwczoraj nasilenie ataków na cele izraelskie, po formalnym objęciu rządu przez izraelskiego premiera-elekta Ariela Szarona. Groźby Hamasu, w tym także nasilenie samobójczych zamachów terrorystycznych w samym Izraelu, są odpowiedzią na deklarację szefa sztabu armii izraelskiej, generała Szaula Mofaza, który ostrzegł, iż armia "z całą mocą" reagować będzie na ataki palestyńskie na Zachodnim Brzegu Jordanu i w Strefie Gazy. Wojskowe skrzydło Hamasu - Brygady Izz ad-Dina al-Kassama - w komunikacie, przesłanym w sobotę przedstawicielstwu jednej z zachodnich agencji w Gazie, wskazało na "falę terroru i nienawiści", towarzyszącą dojściu do władzy w Izraelu "rzeźnika Szarona", jak nazywa zwycięzcę wyborów premiera na początku lutego. Hamas odpowie na tę sytuację zdecydowanymi akcjami, ostrzegli autorzy komunikatu informując, że w tym samym momencie na bohaterską śmierć w obronie praw Palestyńczyków czeka dziesięciu "męczenników-samobójców", gotowych oddać życie w zamachach na izraelskie cele. "Nie pozostaniemy bierni (...), świat przekona się o tym tego samego dnia, kiedy kryminalista Szaron przejmie władzę " - ostrzegł Hamas. W  tym samym oświadczeniu Hamas określił sekretarza stanu USA Colina Powella mianem "terrorysty", obarczając go winą za śmierć irackich dzieci w lutowych nalotach amerykańsko - brytyjskich na Irak. Arabowie często nazywają Szarona "rzeźnikiem z Bejrutu". We wrześniu 1982 roku, w trzy miesiące po wejściu armii izraelskiej do Libanu, żołnierze pozwolili miejscowej chrześcijańskiej milicji wkroczyć na teren obozów palestyńskich Sabra i Szatila i dokonać tam masakry setek ludzi. Szaron, ówczesny minister obrony, miał być głównym architektem inwazji na Liban. Specjalna komisja izraelskiego parlamentu uznała później, że Szaron pośrednio ponosił odpowiedzialność za rzeź w obozach palestyńskich - raport ten kosztował go urząd ministra obrony.

Sam Szaron kontynuował przedwczoraj działania, mające doprowadzić do sformowania nowego rządu. Zdaniem obserwatorów, gabinet zostanie przedstawiony parlamentowi już w połowie tygodnia. W piątek Szaronowi udało się uzyskać zgodę na wejście do formowanego przez przywódcę Likudu "rządu jedności narodowej" przedstawicieli dwu konserwatywnych partii - Unii Narodowej i Israel Beitenu. Wcześniej Partia Pracy desygnowała swych kandydatów na osiem tek ministerialnych w gabinecie Szarona.

foto RMF FM

08:00