Ponad 37 tys. zł straciła mieszkanka Łódzkiego, która padła ofiarą oszusta z internetowego portalu randkowego. Mężczyzna podawał się za amerykańskiego żołnierza. Zaproponował kobiecie, że prześle jej w prezencie drogocenną biżuterię, za przesyłkę której oszukana sama miała zapłacić. Po przesłaniu pieniędzy oszust zniknął, a wraz z nim i obiecany prezent.

REKLAMA

Pokrzywdzona poznała tego mężczyznę w kwietniu. Ten podawał się za żołnierza armii amerykańskiej i twierdził, że od trzech lat stacjonuje w Afganistanie. Przez pewien czas korespondowali za pośrednictwem maili oraz komunikatora internetowego.

Biżuteria, którą "rzekomy żołnierz" obiecał przesłać kobiecie, miała być dostarczona za pośrednictwem agenta, z którym to pokrzywdzona nawiązała korespondencję mailową. Wtedy okazało się, że za obiecaną paczkę trzeba będzie opłacić cło i podatki, a także wnieść inne dodatkowe opłaty. Po namowach "pośrednika", kobieta zgodziła się na pokrycie kosztów przesyłki. Na podany adres przesłała łącznie ponad 37 tysięcy złotych. Dopiero po tym nabrała podejrzeń, co do internetowego znajomego. Jednak kontakt z nimi się urwał, a oczekiwana przesyłka z biżuterią nie nadeszła.

Policjanci apelują o więcej rozwagi z wirtualnymi znajomymi

Policjanci ostrzegają przed zawieraniem internetowych znajomości, zwłaszcza jeśli wiąże się to z przekazywaniem wirtualnemu odbiorcy pieniędzy. Legendy, jakimi posługują się oszuści są bardzo różne. Policja podaje jako przykład podaje tzw. oszustwo nigeryjskie. Oszuści w tym przypadku informują w mailach np., że zostaliśmy wybrani na pomocnika w odzyskaniu pieniędzy przez uchodźcę politycznego, zostaliśmy zwycięzcami zagranicznej loterii lub odziedziczyliśmy spadek po osobie, której nie znaliśmy. Listy pisane są najczęściej słabą angielszczyzną lub tłumaczone przez translatory internetowe na język polski. W rzeczywistości mają służyć do wyłudzenia pieniędzy.

(mal)