W krakowskiej kurii odnalazł się list, który przed laty został wysłany do ówczesnego metropolity Stanisława kardynała Dziwisza. Nadawcą wiadomości był ks. Isakowicz-Zaleski, który sam wielokrotnie mówił o tym, że opisał w niej dokładnie sprawę wykorzystywanego seksualnie Janusza Szymika. Dziwisz do tej pory przekonywał, że nigdy taki list do niego nie dotarł. Tymczasem rzecznik krakowskiej kurii wprost przyznaje, że tego listu nikt nigdy nie szukał, bo "nie wpłynęła żadna oficjalna prośba, żeby taki list był szukany".

REKLAMA

W 1993 r. Janusz Szymik po raz pierwszy zgłosił biskupowi bielsko-żywieckiemu Tadeuszowi Rakoczemu, że ksiądz Jan Wodniak, proboszcz parafii w Międzybrodziu Bialskim, wykorzystywał go seksualnie, gdy był nieletni. Podczas tego spotkania złożył swoje świadectwo w formie pisemnej. Bp Rakoczy nigdy w tej sprawie się z nim więcej nie skontaktował, a oprawca mężczyzny pozostał proboszczem na parafii.

Szymik ponownie odwiedził bp. Rakoczego, tym razem w obecności świadka, kilka lat później - w 2007 roku. Wtedy przypomniał mu o swojej sprawie i o tym, że nie zostały podjęte w związku z nią żadne kroki. Ponownie nie było reakcji ze strony biskupa bielsko-żywieckiego i ks. Wodniak nadal sprawował probostwo.

W 2008 r. ofiara wykorzystywania skontaktowała się w tej sprawie z ks. Isakowiczem-Zaleskim, a ten w 2012 r. przekazał jego list z prośbą o interwencję właśnie kard. Dziwiszowi, gdy był on metropolitą krakowskim.

Do tej pory kardynał Stanisław Dziwisz twierdził w rozmowie z TVN24, że do przekazania tego listu nie doszło.

Krakowska kuria tłumaczy odnalezienie listu

24 listopada na stronach instytutu Ordo Iuris ukazał się dokument "Raport McCarricka - Komentarz do "sensacyjnych" zarzutów medialnych wobec Kardynała Dziwisza" podpisany jako artykuł naukowy autorstwa adwokata dr. Michała Skwarzyńskiego, pracownika Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Właśnie z tego tekstu wynika, że list się jednak odnalazł i przyznaje to sam kard. Dziwisz. W raporcie czytamy, że list do tej pory nie został odnaleziony ze względu na to, że zarchiwizowany był pod inną datą, niż tą o której mówił ks. Isakowicz-Zaleski.

Ksiądz Isakowicz-Zaleski w materialne prasowym podaje, że "21 kwietnia 2012 r. przyjechałem do krakowskiej kurii i wręczyłem do rąk własnych kard. Dziwiszowi dokumenty". Jest to błędna data. [...] Po to archiwizuje się materiały, aby móc je wykorzystać w odpowiedzi na pytania. Pytanie jednak musi zawierać prawidłowe dane, inaczej pozoruje się sytuację, aby budować narrację o tym, że Kardynał coś ukrywa. Nie jest to jedyny podobny "przypadek" w sprawie abpa Stanisława Kardynała Dziwisza. Ksiądz Isakowicz-Zaleski w swoim blogu wskazał ten list, ale ma on datę 24 kwietnia 2012 r. i rzeczywiście po tej dacie taki list jest zarejestrowany w archiwum Kurii Krakowskiej - czytamy.

Dr Skwarzyński przyznaje, że z rozmowy z kard. Dziwiszem wie, że ten po odnalezieniu listu przypomniał sobie tę sytuację. Kardynał Stanisław Dziwisz przyznał, że list ks. Isakowicza-Zaleskiego zawierał wiele "punktów dotyczących księży krakowskich i to interesowało kardynała, jako kwestie podlegające jego władzy". Natomiast sprawa proboszcza z Międzybrodzia Bialskiego, czyli księdza z sąsiedniej diecezji, została przekazana właściwemu biskupowi.

Problem też w tym, że nigdzie nie ma informacji, że Kardynał wiedział o jakimkolwiek tuszowaniu tej sprawy, w czasie kiedy był Metropolitą, więc między 2012 a 2016 r. Kardynał o sprawie dowiaduje się na marginesie zagadnień dotyczących własnej diecezji w 2012 r. - można przeczytać w dalszej części raportu.

Rzecznik kurii: Po prostu nie szukaliśmy tego listu

Jak ktoś chciałby znaleźć taki list to dawno by go znalazł - komentuje sprawę w rozmowie z RMF FM ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Dla mnie ta sytuacja jest nadal zagadkowa. Dlaczego zaprzeczano, że w ogóle takiego listu nigdy nie było, a nagle po kilku tygodniach odnajduje się. No jest to też zagadkowe i myślę, że sami zainteresowani, czyli pracownicy kurii powinni powiedzieć jak to się dzieje, że tego listu nie było, a nagle się znalazł - mówi ksiądz w rozmowie z naszym reporterem Markiem Wiosło.

List miał się rzekomo zagubić na 8 lat z powodu błędnie wpisanej daty dostarczenia. Co najciekawsze sama kuria krakowska przyznaje, że nigdy taki list nie był szukany w archiwach. Nie wpłynęła żadna oficjalna prośba, żeby taki list był szukany. Ani do księdza kanclerza ani do innych naszych jednostek, także po prostu nie szukaliśmy tego listu. Nigdy ksiądz kardynał o to nie prosił, ani księdza kanclerza, ani księdza arcybiskupa, więc po prostu nie szukaliśmy dla księdza kardynała tego listu - mówi rzecznik krakowskiej kurii ks. Łukasz Michalczewski.