Karetka pogotowia jechała ponad 40 minut do pacjentki mieszkającej w miejscowości oddalonej zaledwie o 19 kilometrów. Wszystko dlatego, że dyspozytor wysłał jej załogę w kompletnie nieznany teren, a system, który miał pomóc w naprowadzaniu, nie zadziałał. 83-letnia mieszkanka Skrzypnego na Podhalu zmarła, zanim dotarła do niej pomoc.

REKLAMA

Problemy z dojazdem karetki, które skończyły śmiercią pacjentki, miały miejsce niespełna tydzień po przeniesieniu dyspozytorni pogotowia z Zakopanego do Krakowa. Nowy, scentralizowany system ratunkowy w Małopolsce miał pomóc w lepszym wykorzystaniu zespołów pogotowia.

Jego działanie nie opiera się na rejonizacji. Każda karetka może być wysłana tam, gdzie jest właśnie potrzebna i gdzie ma najbliżej. By to umożliwić, załogi zostały wyposażone w specjalne tablety i system GPS. Ta zmiana organizacji pracy pogotowia od początku budziła jednak wiele obaw. Przestrzegaliśmy na spotkaniach z wojewodą, że robienie jednej dyspozytorni w województwie tak specyficznym, gdzie są różne - tradycyjnie funkcjonujące - nazwy sołectw, przysiółków, a nie są wpisane w rejestr czy mapę, którą posiada dyspozytor w Krakowie, może spowodować sytuacje niebezpieczne, kończące się nawet śmiercią - mówi starosta tatrzański Andrzej Gąsienica Makowski.

Tak niestety stało się w przypadku 83-latki ze Skrzypnego. Dyspozytor wysłał do pacjentki specjalistyczną karetkę z Zakopanego. Pogotowie miało do pokonania odległość około 19 kilometrów. Do tej pory do miejscowości jeździły jednak załogi pogotowia z położonego bliżej Nowego Targu. Kierowcy, którzy u nas jeżdżą nie do końca znają te tereny, ale obiecano im, że będą cały czas monitorowani, gdzie karetka się znajduje i będą prowadzeni. Okazuje się jednak, że nie do końca to zdało egzamin. Po pierwsze były braki zasięgu, także GSM, jak również były takie momenty, kiedy nie byli widziani przez system dyspozytora w Krakowie i przez to wszystko trwało kilkadziesiąt minut i niestety przyjechali spóźnieni, po ponad 40 minutach - relacjonuje dyrektor medyczny zakopiańskiego szpitala Marian Papież.

Krakowskie pogotowie: Zadysponowanie zespołem było prawidłowe

Dyspozytor zadysponował karetkę, która była najbliżej miejsca zdarzenia. Wszystkie zespoły z powiatu nowotarskiego były w tym momencie na wyjeździe. Zlecenie dyspozytora było prawidłowe. Przekazał wszystkie dane, łącznie ze współrzędnymi geograficznymi i zespół potwierdził odbiór. W tym momencie zespół miał możliwość sprawdzenia sobie na Automapie dojazdu i miejsca, dokąd jest wysyłany. Czyli z naszej strony zadysponowanie zespołem było prawidłowe - przekonuje natomiast Barbara Grzybek-Korgól, rzecznik krakowskiego pogotowia. Niestety zawiodły wszystkie środki łączności, łącznie z GPS-em, i załoga karetki nie mogła trafić do miejsca, w którym pacjentka czekała na pomoc.

W czasie, kiedy karetka z Zakopanego jechała z pomocą do 83-latki, pogotowie odebrało kolejne zgłoszenie, przy którym potrzebna była karetka specjalistyczna. Ta jednak znajdowała się w Skrzypnem. Dlatego do Nowego Bystrego, gdzie zasłabła 44-letnia kobieta, wysłano karetkę podstawową z Zakopanego. Mimo reanimacji, ta pacjentka również zmarła.

Oba przypadki zgonów bada teraz policja. Być może to pomoże wyjaśnić, co zawiodło - człowiek czy system? A może jedno i drugie?