Byli działacze opozycji antykomunistycznej, współpracujący dawniej z Lechem Wałęsą nie wiedzą, kim jest "człowiek-sprawca", który, według Wałęsy, może ujawnić prawdę o jego przeszłości. Przyznają, że o pewnych kontaktach Lecha Wałęsy z SB wiadomo od dłuższego czasu.

REKLAMA

W czwartek Instytut Pamięci Narodowej poinformował, że w dokumentach z domu gen. Czesława Kiszczaka są: teczka personalna, teczka pracy TW "Bolek" i odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy, podpisane Lech Wałęsa "Bolek".

Przebywający w Wenezueli Lech Wałęsa oświadczył dzisiaj na swoim mikroblogu w internecie, że nie współpracował z SB, ale popełnił błąd, dał słowo "sprawcy" i nie może ujawnić prawdy. Nie zostałem złamany w grudniu 1970 roku, nie współpracowałem z SB, nigdy nie brałem pieniędzy, żadnego ustnego, ani na piśmie nie złożyłem donosu. Popełniłem błąd, ale nie taki, dałem słowo, że go nie ujawnię, na pewno nie teraz, jeszcze nie teraz. Chyba, że ujawnią go inni. Jeszcze żyje człowiek-sprawca, który powinien ujawnić prawdę i na to liczę. Miałem miękkie serce - napisał były prezydent.

"Prowokacja przygotowana przez Kiszczaka, od początku do końca"

Bogdan Lis, wiceprzewodniczący Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r. mówi, że nie wie, o kim mówi Lech Wałęsa. Pewnie tylko on to wie, jeżeli twierdzi, że jeszcze żyje człowiek, który wie o całej tej sprawie. To jest wiedza Lecha Wałęsy i pewnie tego kogoś, o kim Lech Wałęsa mówi. W tej sprawie niewiele mogę pomóc - dodał Lis. Jego zdaniem nie są dziś żadną rewelacją informacje, że Wałęsa miał jakieś kontakty ze Służbą Bezpieczeństwa. Tak naprawdę to, że Lech Wałęsa coś tam podpisał, to było wiadomo, bo sam o tym mówił. Tego rodzaju wiedza, że kontakty ze Służbą Bezpieczeństwa były, to jest. Tego nikt nie kwestionuje, nawet Lech Wałęsa - powiedział. Problemem jest to, co było przedmiotem tych kontaktów. I to jest warte wyjaśnienia, ale przez historyków, a nie przez polityków. Tymczasem dzisiaj najbardziej zaangażowani w śledztwo są politycy - podkreślił Lis, który poznał Wałęsę w grudniu 1978 r. Jak dodał, rozmawiał wielokrotnie z Lechem Wałęsą o jego przeszłości. To były jednak prywatne rozmowy, nie chcę ujawniać ich treści - zastrzegł Lis. Jego zdaniem "jest to przygotowana prowokacja przez Kiszczaka, od początku do końca". To nie jest przypadek. Chciał zaszkodzić Wałęsie, etosowi Solidarności nawet po swojej śmierci - ocenił.

"Twierdzenie, że to agent obalił komunę, jest śmieszne"

Krzysztof Pusz, bliski współpracownik lidera Solidarności w latach 80. oraz podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Wałęsy, także nie domyśla się, kogo ma na myśli Wałęsa pisząc, że żyje jeszcze "człowiek-sprawca". Natomiast ja wierzę Lechowi, to po pierwsze. Nie wierzę w to, że on mógł wydawać kolegów, kablować i tym podobne. W to, po prostu, nigdy nie uwierzę. Twierdzenie, że to agent obalił komunę, zmienił Europę i doprowadził Polskę do wolności jest śmieszne, niezrozumiałe i kompromitujące - oświadczył Pusz. On również nie kwestionuje, że Wałęsa podpisał jakieś dokumenty dla SB. Proszę mi pokazać takiego bohatera, który w latach 70. czegoś nie podpisał. Tym bardziej, że robotnicy wtedy nie wiedzieli jak się zachować, nie znali prawa. Były osoby, które coś podpisywały, ale nigdy tego później nie realizowały - dodał Pusz.

Jak podkreślił, nigdy nie miał najmniejszych podejrzeń, jeśli chodzi o przeszłość Wałęsy. O Bolku to ja pierwszy raz usłyszałem pod koniec lat 80., chyba przed Okrągłym Stołem, kiedy m.in. Krzysztof Wyszkowski krzyczał ciągle: Bolek, Bolek. Ale ja uważałem i uważam, że Wyszkowski i Andrzej Gwiazda mieli wiecznie żal do Wałęsy o to, że to oni nie byli Wałęsami - powiedział Pusz. Jak przyznał, nigdy nie zapytał wprost Wałęsy o agenturalne oskarżenia. Uważałem, że to bzdury i głupota. Długo z nim współpracowałem, znałem jego walkę. Jak go atakowano, to mówiłem mu: Lechu olej to, nie denerwuj się, bo on to zawsze straszliwie przeżywał - wspominał.

(rs)