Jednym głosem, wbrew woli ministra i koalicji, Sejm przyjął ustawę o restrukturyzacji publicznych ZOZ-ów autorstwa… PiS. Projekt przewiduje udzielenie publicznym szpitalom pożyczek z budżetu państwa.

REKLAMA

Ustawa Prawa i Sprawiedliwości - podobnie jak ta forsowana przez Marka Balickiego - zakłada udzielenie zadłużonym szpitalom pożyczki w wysokości ponad 2 miliardów złotych. Nie będzie za to najbardziej kontrowersyjnych rozwiązań zawartych w projekcie prezydenckim - przekształcania szpitali publicznych w spółki użyteczności publicznej.

Ale dodatkowe pieniądze coś zmienią? Raczej niewiele. Wszak wpompowanie milionów złotych w służbę zdrowia, która potrafi zmarnować każde fundusze, oznacza nic innego jak wyrzucenie do kosza pokaźnej kwoty.

Szpitale, aby otrzymać pożyczkę będą wprawdzie musiały przedstawić jakiś plan wewnętrznych reform, ale będzie to plan z naciskiem na „jakiś”. Projekt, którego wykonania nikt nie będzie pilnował. A to oznacza, że za kilka miesięcy wrócimy do punktu wyjścia - będą protesty, nie będzie pensji dla pracowników; będą za to komornicy i dzika prywatyzacja, czyli przekształcanie szpitali w spółki, tyle tylko że tylnymi drzwiami.

Tak zresztą dzieje się już dziś. Mamy taką sytuację, że działa ok. 50 szpitali prowadzanych przez spółki samorządowe i te spółki nie podlegają żadnym szczególnym regulacjom, czyli nie chronią w żaden swoich pracowników - tłumaczy minister zdrowia Marek Balicki. I dodaje: To bardzo dziwna regulacja, niespójna i będzie wymagała wiele pracy w Senacie.

Jego zdaniem wynik głosowania dowodzi, że dla klubów opozycyjnych - PO i PiS - ustawa o oddłużeniu szpitali była tylko grą polityczną. Dokument trafi teraz do Senatu.

A pacjenci i pracownicy szpitali wciąż będą czekać na prawdziwe, a nie populistyczne zmiany. Jak długo? Nie wiadomo, bo do reformowania służby zdrowia nikt nie ma ani serca, ani odwagi. I dotyczy to zarówno ministra, jak i posłów – od prawa do lewa.