Jest nowy regulamin dla woźniców, którzy wożą turystów konnymi wozami do Morskiego Oka. Poprzedni kilka miesięcy temu podpisał dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego, ale nie chcieli zaakceptować fiakrzy. Kością niezgody były obowiązkowe badania wydolnościowe koni, za które mieliby płacić górale.

REKLAMA

Tu chodziło o to, by nie obciążać fiakrów jakimiś zbędnymi kosztami, nie stresować tych zwierząt. Bo po co badać konia, który jest w ewidentnie dobrej kondycji. - tłumaczy Szymon Ziobrowski z TPN. To mieliby określić dwa weterynarze, wyznaczeni przez woźniców i organizacje broniące praw zwierząt. Ale - jak to się mówi - tylko na oko.

Beata Czerska z Tatrzańskiego Towarzystwa opieki nad zwierzętami wolałaby, by każde zwierzę przechodziło badanie krwi, które mogłoby ujawnić jego ukryte wady, np. jego układu krążenia, wypracowane mięśnie. Jest to właściwie zostawienie takiej otwartej furtki do tego, żeby dalej chore konie mogły pracować na trasie do morskiego oka - podkreśla.

Organizacje chroniące prawa zwierząt protestują. Jak podkreślają, koń Jordek, który zdechł w ubiegłym roku na drodze do Morskiego Oka, a od którego całe zamieszanie z nowym regulaminem się zaczęło, tuż przed śmiercią wyglądał całkiem dobrze.