W kwidzyńskiej przetwórni owoców i warzyw, gdzie 90 osób podtruło się tlenkiem węgla, doszło do zaniedbań. Wózki widłowe, które były źródłem trującego gazu, były zasilane LPG, mimo, że sanepid nakazał wcześniej, by napędzały je akumulatory. Dodatkowo w hali, gdzie pakowane są mrożonki, a temperatura wynosi minus 20 stopni Celsjusza, była bardzo słaba wentylacja.

REKLAMA

Śledztwo, które wszczęto jest prowadzone w sprawie narażenia życia lub zdrowia wielu osób w wyniku rozprzestrzenienia substancji trujących. Grozi za to do 10 lat więzienia. Śledczy będą chcieli przesłuchać wszystkich poszkodowanych i kierownictwo zakładu.

Do jutra na obserwacji w szpitalu zostanie kilka osób

38 pracowników z 90 podtrutych tlenkiem węgla wciąż jest w szpitalach. Na szczęście ich stan poprawia się i tylko kilka osób zostanie na obserwacji do jutra.

Jedna z pracownic zakładu zemdlała już wczoraj

Już wczoraj na popołudniowej zmianie w kwidzyńskiej przetwórni owoców i warzyw zemdlała jedna z pracownic. Nikt nie podejrzewał jednak, że dzieje się coś złego - usłyszał od pracowników reporter RMF FM Kuba Kaługa.

Do szpitala trafiło 68 pracowników

Przypomnijmy, że w nocy do pomorskich szpitali trafiło 68 pracowników przetwórstwa warzywno-owocowego w Kwidzynie. Dodatkowo 22 osoby same zgłosiły się do placówki medycznej. Wszyscy w czasie pracy podtruli się czadem. Trzy osoby w najcięższym stanie zostały przewiezione do Gdyni na leczenie w komorze hiperbarycznej.

Jak się okazało, dopuszczalne stężenie tlenku węgla było przekroczone niemal 10-krotnie. Nie było wiadomo, co się dzieje. Nic się nie paliło, nie było dymu, a nagle wszyscy zaczęli mdleć. (...) Zachowaliśmy zimną krew, wiedząc, że musimy komuś pomóc - powiedziała naszemu reporterowi jedna z pracownic zakładu, która już wyszła ze szpitala. Teraz marzę o tym, żeby położyć do łóżka i zapomnieć o tym, co było - dodała.