​11 zawiadomień do prokuratury złożyła Najwyższa Izba Kontroli po tym, jak PKN Orlen dwukrotnie odmówił poddania się kontroli. Dziś NIK starła się z koncernem na sejmowej komisji ds. kontroli państwowej.

REKLAMA

Kontrolerzy NIK chcieli zbadać ostatnie fuzje Orlenu z Lotosem i z PGNiG. Orlen bronił się, że przepisy na to nie pozwalały.

NIK nie skierował do Orlenu jako przedsiębiorcy wezwania z kontrolą, ponieważ wykraczałoby to poza art. 2 ust. 3 i ust. 5 ustawy o NIK. Po prostu taka kontrola byłaby nielegalna. Odnosimy wrażenie, że konstytucyjny organ kontroli państwowej, działając poza prawem, próbuje wymusić na przedsiębiorcy nielegalność takich działań w trakcie kontroli - przekonuje prawnik Orlenu Krzysztof Wąsowski.

Oczywiście PKN Orlen jest za tym, aby być kontrolowanym w takim zakresie, w jakim Sejm uchwalił ustawę obowiązującą od 1994 roku - zaznaczył.

NIK odpowiedziała - nie trzeba żadnego wezwania, wystarczy upoważnienie do kontroli. 16 maja kontrolerzy NIK posiadający zgodne z ustawą uprawnienia do kontroli, zamierzali wykonać czynności kontrolne. Spółka poinformowała jednak, że zarząd odmawia poddania się czynnościom kontrolnym i nie wyraża zgody na ich rozpoczęcie - opisywał w Sejmie prezes NIK Marian Banaś.

Podkreślił, że Izba przygotowała 11 zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa. Prokuratura rozpatrzyła na razie pięć - we wszystkich przypadkach śledczy odmówili wszczęcia postępowania. Wszystkie te decyzje zostaną zaskarżone do sądu przez NIK - powiedział Banaś.

Po raz pierwszy spółka Skarbu Państwa, która dysponuje miliardami, odmówiła kontroli tych środków Najwyższej Izbie Kontroli - podkreślił Banaś.

Orlen w odpowiedzi złożył zawiadomienie do prokuratury na kontrolerów NIK, jakoby mieli przekroczyć obowiązki.

Opozycja, w tym Ryszard Wilczyński z Koalicji Obywatelskiej powiedział wprost, że skoro Orlen nie ma nic do ukrycia, to niech pokaże dokumenty.

Gdyby w PKN Orlen zaczęła się tworzyć zorganizowana grupa przestępcza, załóżmy hipotetycznie, to na dziś nikt nie miałby szansy tego ujawnić - mówił Wilczyński.

Sprawa znajdzie zapewne finał w sądzie.