Nie ma rzeczy niemożliwych! Jerzy Płonka, niewidomy student Uniwersytetu Pedagogicznego z Krakowa, zdobywa Koronę Europy. Wspiął się już na 36 szczytów, przed nim jeszcze 10. Jeżeli mu się uda, będzie pierwszym niewidomym na świecie, który tego dokona. Jak mówi, ludzie widzący nie zwracają uwagi na detale, które jemu nie mają prawa umknąć. "Idę trochę jak człekokształtny. W drodze na szczyt łapię się nogami i rękami, jakbym mógł to nawet zębami bym się chwycił" - mówi w rozmowie z reporterem RMF MAXXX Kraków, Przemkiem Błaszczykiem. Na szczycie jest radość, ale też refleksja: "Stary, ale to nie koniec, to dopiero początek. Teraz jest zejście".

REKLAMA

Jerzy Płonka: Jerzy Płonka. Przemek Błaszczyk: Alpinista...

Jakby nie było, możemy tak to dzisiaj nazwać.

Skąd pomysł?

Skąd pomysł... Ogólnie pomysł się wziął jakieś 2 lata temu i 14 dni, bądźmy tutaj perfekcyjni w odliczaniu czasu. Siedziałem z kumplem na krakowskim Kazimierzu, popijając...

...soczek.

Soczek. Tak, nie bójmy się tego słowa "soczek". Mianowicie, padł pomysł: stary, robiłem "free peak challenge" to się nazywa ładnie po angielsku, ale tak przekładając na polski, mówiąc, o co w tym chodzi, to ogólnie chodzi o zdobycie trzech najwyższych szczytów w Wielkiej Brytanii, w Szkocji, Walii, Anglii. Ma się na to 24 godziny, no i kupel to zrobił. Powiedział: "Stary, no to ciśniemy, może też to Ci się uda zrobić". Ja mówię, "wiesz co, możemy to zrobić, ale to zróbmy od razu całą koronę Europy, jak już mamy się męczyć to przynajmniej będziemy wiedzieć za co". No i pierwszy szczyt- pojechaliśmy do Irlandii, potem zrobiliśmy ten" free peak challenge" w 23.43, no i potem to już poszło takim mega kopem.

Na jakim etapie jesteście teraz?

No ostatnie 10 do końca. Wróciliśmy z Teneryfy, tam robiliśmy najwyższy wulkan. To jest trzeci, co do wielkości, wulkan aktywny na świecie.

Znaczy miałem pytać, czy aktywny, bo czy było gorąco, czy..?

No właśnie było gorąco. W ogóle jeden z przewodników troszkę się poparzył, gdyż wsadził rękę w dziurę, z której buchał żar. Zrobiła łapa się czerwona... Ale ogólnie, jeżeli chodzi o trudność, nie jest to jakoś super trudne. Jest super trudne jeżeli chodzi o wysokość, bo ma 3718 metrów, no ale z niektórych dziurek wali jeszcze tą siarką i tym dymem, więc ogólnie śmierdzi i jest ciepło.

Jesteś osobą niewidomą, tak? Więc...

Znaczy widzę tylko 5 procent. Kątami oczu minimalnie...same plamy.

Co odczuwasz, wchodząc na taki szczyt? Bo my, osoby, które widzą, widzą wysokość i ja na przykład mam gdzieś tam jakieś lęki, wiesz, że gdzieś tam się poślizgnę. A Ty co czujesz? Na jakich zmysłach się opierasz? Co czujesz, co Cię kręci w tym, co robisz?

Co czuję? Fajne rzeczy ogólnie. Wy na przykład nie zwracacie uwagi na to, jak dotykasz skały, jaką ma strukturę, czy jest szorstka, czy jest gładka. Jak na przykład "normalny" człowiek tam idzie, no to idzie po ścieżce na dwóch nogach. Ja to idę jak trochę człekokształtny, czyli łapie tymi rękami, nogami, jak czasami mogę to zębami bym się chwycił, jak są jakieś trudniejsze elementy. Przede wszystkim zwracam uwagę na przykład na porosty, wy na to nie zwracacie, na jakieś mchy, wy na to nie zwracacie. No czasami to nie jest mech, tylko coś innego, wilgotnego, nie wnikajmy w szczegóły, co. Ale co czuję jak wyjdę na szczyt? Na pewno czuję jakąś radość, na pewno czuję jakąś ekscytację, ale myślę, że w mojej głowie powstaje myśl: "Stary, ale to nie koniec, to dopiero początek. Teraz jest zejście". No i tutaj się zaczyna.

Wy na przykład nie zwracacie uwagi na to, jak dotykasz skały, jaką ma strukturę, czy jest szorstka, czy jest gładka. Jak na przykład "normalny" człowiek tam idzie, no to idzie po ścieżce na dwóch nogach. Ja to idę jak trochę człekokształtny, czyli łapie tymi rękami, nogami, jak czasami mogę to zębami bym się chwycił, jak są jakieś trudniejsze elementy.

Czyli zejście jest trudniejsze?

Zawsze jest trudniejsze. Najwięcej wypadków, tak naprawdę, na świecie jest przy zejściach.

Jakie szczyty zdobyłeś? Jakbyś wymienił...

Wszystkie 46?

Oczywiście, dawaj.

O Jezu, nie, to będzie ich za dużo...

Chociaż trochę, wiesz...

A, to trochę. OK, no to zdobyłem w 2009 roku (bo to w sumie jakby wtedy zacząłem swoją przygodę z górami), to zdobyłem najwyższy szczyt- Mont Blanc- 4810. A teraz, w ciągu tych dwóch lat udało mi się zdobyć Anglię, Irlandię, całe Bałkany, czyli od Kosowa, Serbii, Bośni i Hercegowiny, czyli dawna cała Jugosławia. Chorwacja, Grecja, Turcja jeszcze nie, ale będzie, Czarnogóra... Co jeszcze było. Na przykład, byłem w Szwecji, ale się nie udało zdobyć, bo czekałem na śmigłowiec 100 metrów od szczytu, no bo oczywiście czasami, jak to w górach bywa, się coś psuje...

w ciągu tych dwóch lat udało mi się zdobyć Anglię, Irlandię, całe Bałkany, czyli od Kosowa, Serbii, Bośni i Hercegowiny, czyli dawna cała Jugosławia. Chorwacja, Grecja, Turcja jeszcze nie, ale będzie, Czarnogóra...

...Na przykład pogoda...

Albo pogoda, albo jest to wynik...

...Albo helikopter...

No, helikopter też się czasami może zepsuć. Akurat ten się nie zepsuł. Stał, ale wiało, więc nie mógł wystartować.

Wróćmy do tych szczytów jeszcze...

OK, jakie jeszcze... Z takich najbardziej śmiesznych szczytów to był na przykład Luksemburg, Belgia, Holandia. Ogólnie wyjechaliśmy tam samochodem, ale, żeby nie było, stanęliśmy 400 metrów od i przeszliśmy. Na Białorusi też jest ogólnie taki mały szczyt, że po schodkach trzeba wyjść. Żeby jeszcze ubawić wszystkich, co należy do tej "korony Europy", to jest na przykład Monako, gdzie, żeby znaleźć szczyt, to trzeba się nałazić po schodach po całym mieście. Jest to bardzo męczące i upierdliwe.

Szczyt w centrum miasta.

Szczyt w centrum miasta. Ale na przykład szczytem też są Ogrody Watykańskie. To jest bardzo poważny szczyt, akurat dlatego jest bardzo poważny, bo kosztuje bardzo dużo, bo aż 35 euro, żeby na niego wejść i trzeba wejść do ogródka, więc to jest wyczyn życia. Ale teraz, tak naprawdę, zacznie się cała impreza, no bo zostały nam poważne szczyty. Został nam lodowiec na Islandii, zostały nam Wyspy Owcze, zostało nam jeszcze raz wyjście na Mont Blanc'a francuskiego i włoskiego, wejście na Dufourspitze w Szwajcarii. Wejście na Liechtenstein w Liechtensteinie. To jest taki mały dwuipółtysięcznik, ale bardzo trudny. Już raz go odpuściliśmy w tym roku, bo jest trudny i nie ma szlaku. Nikt nie wie, gdzie to jest, to jest w ogóle niesamowite. Nawet pasterze, którzy mają tam po 200 krów nie wiedzą, gdzie ten szczyt jest i mówią, że jesteśmy nienormalni, jak tam przyjechaliśmy.

Wiedzą, że jest blisko, czy jest daleko...?

Znaczy oni wiedzą ogólnie, że jest ten szczyt, ale w sumie nikt nie wie, gdzie.

To traficie w końcu, tak czuję.

/ Przemysław Błaszczyk/RMF MAXXX / RMF MAXX
/ Przemysław Błaszczyk/RMF MAXXX / RMF MAXX
/ Przemysław Błaszczyk/RMF MAXXX / RMF MAXX
/ Przemysław Błaszczyk/RMF MAXXX / RMF MAXX
/ Przemysław Błaszczyk/RMF MAXXX / RMF MAXX
/ Przemysław Błaszczyk/RMF MAXXX / RMF MAXX
/ Przemysław Błaszczyk/RMF MAXXX / RMF MAXX
/ Przemysław Błaszczyk/RMF MAXXX / RMF MAXX
/ Przemysław Błaszczyk/RMF MAXXX / RMF MAXX
/ Przemysław Błaszczyk/RMF MAXXX / RMF MAXX

No, kiedyś, myślę, trafimy. Myślę, że te jego krowy, te krasule, wyglądające prawie jak z Milki, myślę, że one wiedzą lepiej, niż oni, gdzie to jest, no bo one tam włóczą się po tych szczytach.

Przyczepcie się do ogona...

A to wtedy dojdziemy, jest taka szansa.

Tych szczytów jest mnóstwo. Będziesz niedługo lepszy od Martyny Wojciechowskiej.

Nie no, od Martyny to nie będę, no bo przecież ona to była na Dachu Świata.

Dasz radę.

Po drugie, kobiety to się w innych kategoriach liczy, co nie?

No tak, jest ładniejsza na pewno.

Ładniejsza niż ja. Kobiety zawsze są fajniejsze.

Ile potrzebujecie, znaczy zbieracie, rozumiem, na resztę wyprawy? Jak to jest, do tej świnki-skarbonki?

Wrzucanie do świnki-skarbonki tej kasy całej, no ogólnie tragedia. Po prostu, wiecie, crowdfounding to jest piękna rzecz. W Stanach Zjednoczonych to ja bym powiedział jakiemuś Amerykanowi "stary, jestem ślepy i chcę zrobić 51 stanów, w każdym najwyższy szczyt". To by powiedział: "Wow, super pomysł. W ogóle, masz, dam Ci tutaj... Ile chcesz? Chcesz bańkę? A masz, bańkę. Chcesz dwie? A, to masz jeszcze najlepiej trzy, bo jakby Ci tam jacy...".

No nie mów, że tacy hojni są.

Nie no, naprawdę, jeśli chodzi o crowdfounding tam, to jest coś niesamowitego po sprawdzeniu różnych stron, a w Polsce ogólnie nie wiem czemu, ale ludziom się nie podoba mój projekt, bo jest jakiś taki... słaby. Chodzę po górach. Jakbym powiedział... Na przykład przeglądaliśmy ostatnio jakąś stronę crowdfoundingową, właśnie w Stanach Zjednoczonych gość napisał, że potrzebuje zrobić sobie, żeby było śmieszniej: "Zbieram na mikser". I dostał ogólnie tyle kasy, że teraz jest jakimś masterchefem i super gościem, który ma własną knajpę i robi najlepsze żarcie.

A u nas się nie da...

Znaczy, no nie wiem, jak jest z mikserem, myślę, że spróbuję.

Próbuj z mikserem, może się uda, a co z górami? Jak to idzie..?

Potrzeba ogólnie jakieś 150 tysięcy.

Potrzeba ogólnie jakieś 150 tysięcy. Ten koszt ogólnie to nie koszt, który sobie wyssałem z palca, tylko jakby dlatego to jest takie drogie, ponieważ z racji na to, że mam to uszkodzenie wzroku, no to żeby wyjść na górę, to muszą być minimum 2 osoby, czasami nawet 3, jeżeli to są trudne góry. I ten koszt się bierze stąd, czyli przeloty, wyżywienie, wynajęcie samochód, benzyna, schroniska. To w ogóle są takie pieniądze, które są strasznie duże, ale dla porównania, żeby wam uzmysłowić, to ja to potrzebuje na dziesięć szczytów, a koszt na przykład wyjazdu na K2 to jest jakieś 800 tysięcy złotych. A po drugie, plusem tego projektu jest to, że będę pierwszy na świecie, który to zrobi, a tak naprawdę będę pierwszym Polakiem, który to zrobił, więc będziemy mieli się czym pochwalić na arenie międzynarodowej. Po drugie myślę, że też dużo to jest jakby dla środowiska osób, które nie widzą, są w jakiś sposób niepełnosprawne, albo do osób, które chciałyby wyjść z domu, ale nie mogą.

Jednak pokonujesz wszelkie bariery i...

No na pewno jest motywujące, co nie... Nawet dla Ciebie, jak myślę.

Szczerze? Jesteś dla mnie mega przykładem. Jak ktoś się mnie zapyta, jak żyć, to zadzwonię do Ciebie. Nie przesadzam.

A nie podawałeś wszystkim mojego numeru?

Nie, jeszcze nie. Czyli teraz, kolejny szczyt to...?

No teraz Szwajcaria, czyli Dufourspitze. Będziemy chcieli go zrobić na nartach tourowych i później wejść już na szczyt w rakach, a później zjechać, żeby było szybciej.

Ja jeszcze na nartach tak nie potrafię.

No ja też jeszcze, ale nauczę się.

Rozumiem, przed każdym wyjściem masz szkolenia?

Tak, mamy dużo szkoleń. Ogólnie często jesteśmy objęci pomocą przez ratowników GOPR-u i ratowników TOPR-u, którzy poświęcają swój czas, czyli głównie nakładają ogromny nacisk na to, żeby nauczyć mnie, w jaki sposób na przykład znaleźć swojego kumpla pod lawiną używając detektora, w jaki sposób zapiąć linę, w jaki sposób, na przykład, jak mój partner wpadnie w przepaść, znaczy spadnie z grani na przykład, to co ja mam zrobić. Jak go wyciągnąć, jak się rzucić na czekan, jak nim uderzyć w podłoże.

Zdarzały się jakieś takie niebezpieczne sytuacje?

No oprócz tej jednej, w Szwecji, to jak na razie nie.

A jaka to była?

Znaczy dostałem lekkiej hipotermii na wysokości 2000 metrów. Ale ogólnie miałem dwa komplety ciuchów. Zmieniłem oczywiście , tylko jak ja chodzę po górach, to czasami jak człekokształtna małpa, czyli na czworakach, używam rąk. Śmiesznie to wygląda, ale przez to jakby też strasznie jestem narażany na te warunki atmosferyczne. Czyli jak jest jakiś strumień, no to wszyscy się śmieją, bo jak normalny człowiek idzie po kamieniach, no to choćby wszyscy chcieli, to nie przejdę po tych kamieniach.Jak ktoś idzie i zawsze, jak mówią: "uważaj, kamień", no to albo w niego wejdę, jak mówią: "stary, idź za mną po strumieniu", to oczywiście idę przez strumień, czyli jestem ogólnie mokry. Ale ogólnie, o co głównie chodziło? Chodziło o załamanie pogody. Załamała się pogoda, spadła temperatura, zaczęło wiać, zostaliśmy odcięci od powrotu. Musieliśmy czekać 26 godzin na śmigłowiec, bo było zimno, było minus 5. Kurcze, jakbyśmy mieli jakieś dobre trunki, no to myślę, że nie trzeba by było lodówki, no ale nie mieliśmy.

W jaki sposób możemy wesprzeć tę Twoją misję zdobycia wszystkich szczytów?

W jaki sposób możecie wejść ze mną na te szczyty...

Zabierzesz nas?

Jak chcecie, to zapraszam. Jest tam taka opcja. Albo na www.pomagam.pl/niewidzeprzeszkod, albo przez Facebook'a "Nie widzę przeszkód" i tam już jest po prostu link. Albo przez stowarzyszenie "Nie widzę przeszkód", albo przez profil Euro Summits Adventure, więc ogólnie opcji znalezienia tego w jakiś sposób, jest bardzo dużo.