45 tysięcy złotych zadośćuczynienia ma otrzymać za niesłuszne zatrzymanie były prezes Grupy Lotos Paweł Olechnowicz. Sąd Apelacyjny w Gdańsku wydał prawomocny wyrok w sprawie zatrzymania z 2019 roku. Doszło do niego w Wadowicach w związku ze śledztwem ws. wyrządzenia koncernowi paliwowemu znacznej szkody majątkowej.

REKLAMA

Jak podkreślił Sąd Apelacyjny, przyznane Olechnowiczowi zadośćuczynienie jest "odpowiednie" i "pozostaje w zgodzie z elementarnym poczuciem sprawiedliwości".

Wbrew temu, co wskazał w apelacji oskarżyciel publiczny, istotne znaczenie miało to, że wnioskodawca jest osobą publiczną i przez kilkanaście lat piastował prestiżowe stanowisko prezesa zarządu Rafinerii Gdańskiej, a następnie Grupy Lotos - powiedziała w uzasadnieniu wyroku przewodnicząca składu sędziowskiego Beata Fenska-Paciorek. Przypomniała, że o znaczącym dorobku zawodowym Olechnowicza świadczy m.in. to, że w 2011 r. został odznaczony Krzyżem Orderu Odrodzenia Polski.

Sąd wskazał, że "spektakularne zatrzymanie" z udziałem służb specjalnych i nagłośnione przez media wpłynęło negatywnie nie tylko na zdrowie byłego szefa Grupy Lotos poprzez pojawienie się zespołu stresu pourazowego oraz zaburzenia lękowe i depresyjne, ale też spowodowało "co najmniej ochłodzenie" jego dotychczasowych kontaktów w świecie biznesu.

Prokuratura chciała przyznania Olechnowiczowi 10 tysięcy złotych zadośćuczynienia. Remigiusz Signerski z Prokuratury Regionalnej w Gdańsku nie wykluczał wniosku o kasację do Sądu Najwyższego.

Z wyroku zadowolony jest Janusz Kaczmarek - pełnomocnik Pawła Olechnowicza. Podkreślił, że to jedna z najwyższych znanych mu kwot zasądzonych w Polsce za niesłuszne zatrzymanie. Jak tłumaczył, żądanie 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia miało być specyficznym sygnałem dla prokuratury. Żeby każdy, kto dzierży długopis i decyduje o zatrzymaniu, miarkował tę sytuację, mając na uwadze, że w przyszłości Skarb Państwa - szkoda, że nie ta osoba - będzie ponosił w tym zakresie finansowe konsekwencje - mówił pełnomocnik Olechnowicza. Jak przyznał, żadna kwota nie zrekompensuje jego klientowi straconych nerwów, zdrowia i dobrego imienia.

Olechnowicz o zatrzymaniu: Sprowadzenie do pozycji śmiecia

Były prezes Grupy Lotos Paweł Olechnowicz został zatrzymany 29 stycznia 2019 r. w Wadowicach w związku ze śledztwem Prokuratury Regionalnej w Gdańsku ws. wyrządzenia koncernowi paliwowemu znacznej szkody majątkowej.

W czerwcu 2019 r. Sąd Rejonowy w Gdańsku uznał, że zatrzymanie Pawła Olechnowicza było bezzasadne, choć przeprowadzone prawidłowo. Po tym postanowieniu pełnomocnik Olechnowicza Kaczmarek złożył wniosek do sądu o zasądzenie zadośćuczynienia.

Jak się poczułem? Ja to nazywam po imieniu. To jest po prostu sprowadzenie człowieka do pozycji śmiecia. Bezpodstawnie całkowicie. To jest widowiskowe. Nastawione na totalne oplucie osoby, która jest znana na rynku - tak Paweł Olechnowicz wspominał zatrzymanie w niedawnym wywiadzie dla RMF FM. Gra jest odpowiednio ukartowana, a osoba jest niszczona ze swoimi osiągnięciami. I to jest bardzo duży problem takiej osoby. Także zdrowotny - podkreślał.

Olechnowiczowi zarzucono działanie na szkodę spółki, a wątpliwości śledczych wzbudziła umowa na kwotę ponad 200 tysięcy złotych.

To jest jedna z umów z całego szeregu poufnych przedsięwzięć. Kosztów tych działań było o wiele, wiele więcej. Działania związane były z bezpieczeństwem energetycznym państwa, a chodziło o koncepcję magazynowania ropy w kawernach solnych. W tej sprawie zdecydowaliśmy się działać z Amerykanami, bo oni mają największe doświadczenie w takich projektach. Zakwestionowana umowa dotyczyła doradztwa w zakresie tworzenia klimatu dla tych inwestycji na rynku polskim. Miałem pełne poparcie ministra skarbu, ministra gospodarki, a także rządu. W pewnym momencie ten projekt został zawieszony, gdy układ polityczny w Polsce się zmienił. Władza wycofała poparcie dla tej idei, wtedy odłożyłem tę sprawę na półkę i zakończyłem umowę, która teraz jest kwestionowana - tłumaczył Olechnowicz w rozmowie z RMF FM. Projekt był poufny. Upublicznianie powiązań ludzi biorących udział w tym przedsięwzięciu z przedstawicielem zewnętrznym nie było w interesie prowadzenia tego projektu, który był w fazie rozwojowej. Tyle mogę mówić. Gdyby natomiast stało się tak, że projekt zostałby przez rząd przyjęty, wtedy dopiero trzeba by było przyjąć nowe przepisy i powołać instytucję na poziomie centralnym, która odpowiadałaby za budowę całego systemu rezerw paliwowych i stworzyć mechanizmy zarządzania tym wszystkim - dodał.