Puste magazyny Bractwa Miłosierdzia imienia Brata Alberta w Lublinie. Nie ma z czego gotować zupy dla ubogich i bezdomnych. Codziennie bractwo wydaje ponad 300 talerzy zupy, a chętnych na darmowy posiłek z każdym dniem przybywa. Zeszłej zimy było to nawet 500 osób dziennie.

REKLAMA

Wczoraj dostaliśmy darowiznę - 2 worki ziemniaków i worek marchewki. To, co na półkach, to zaoszczędziliśmy, jak dostawaliśmy pomidory to na bieżąco robiliśmy z nich przecier. To wszystko co aktualnie mamy - mówi szefowa kuchni. Na ile to wystarczy? Na dwa dni - odpowiada. Co dalej? No właśnie... Kasa pusta. Z pieniędzmi jest krucho. Mamy dotację z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, ona pokrywa tak naprawdę nie całe dwa miesiące działalności kuchni - mówi Wojciech Bylicki, prezes Bractwa Miłosierdzia im. Brata Alberta. Oprócz tego MOPR płaci za posiłki, które przygotowujemy dla jego podopiecznych. Niestety to zaledwie połowa. Druga to ludzie biedni, ale nie tyle, żeby załapać się w widełkach systemu pomocy społecznej. Głównie emeryci, mało zarabiający, czy dorabiający okazjonalnie. Radzą sobie z zapłaceniem na przykład za czynsz, ale na ciepły posiłek przychodzą do nas - mówi.

Darowizn jak na lekarstwo


Niestety coraz mniej ludzi przekazuje nam żywność, bo w regionie bezrobocie coraz większe. Jak rolnik ma kogoś bezrobotnego w swojej rodzinie, to oczywiste, że najpierw pomoże jemu. Dla nas już nie starczy. Mięsa już dawno nie otrzymaliśmy. Kiedyś jeszcze trafiała się słonina, podgardle - było chociaż z tego trochę tłuszczu do zupy. Teraz nie ma i tego - tłumaczą ludzie z Bractwa. Coś innego niż zupa możemy dać ludziom bardzo rzadko. Raz na miesiąc, raz na dwa. Ostatnio daliśmy kaszę gryczaną z gulaszem wołowym. Mięso kupiliśmy sami. Chcieliśmy, żeby z okazji Międzynarodowego Dnia walki z ubóstwem chociaż zjedli coś bardziej kalorycznego - dodają.

Co na to miasto?


Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie w osobie dyrektorki Doroty Gąsior jest mocno zdziwiony sytuacją. Otrzymują od nas 20 tysięcy na prowadzenie kuchni. Płacimy za każdego naszego podopiecznego ponad 11 złotych za każdy posiłek. Powinno wystarczyć. Bractwo nie zwracało się do nas z problemami, że nie wystarcza. Jest dobra wola z naszej strony. Jeśli są osoby, które z jakichś powodów nie mieszczą się w kryteriach pomocy społecznej, zawsze są możliwe w szczególnie uzasadnionych przypadkach odstępstwa i wyjątki - tłumaczy.

Potrzebne wszystko


Ziemniaki, marchew, mięso, makaron, ryż - wszystko co tylko można wsadzić do kotła - mówi prezes Bylicki. Można też wpłacać datki na konto. Koszt przygotowania jednej miski zupy kosztuje 2,5 złotego. Miesięcznie wydajemy posiłków za ponad 12 tysięcy złotych. Jeśli znajdą się darczyńcy będziemy bardzo wdzięczni - dodaje.