Warszawska prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie rzekomego przerwania ciąży przez feministkę Katarzynę Bratkowską. W grudniu ubiegłego roku kobieta zapowiadała usunięcie ciąży w wigilię Bożego Narodzenia.

REKLAMA

Śledczy nie będą zajmować się sprawą, bo "brak jest znamion czynu zabronionego". Formalnie decyzja zapadła w sprawie przerwania ciąży za zgodą Katarzyny B. w bliżej nieokreślonym miejscu 24 grudnia ub.r - powiedział
Przemysław Nowak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jak tłumaczy, osoby zawiadamiające o przestępstwie przerwania ciąży niezgodnie z ustawą powoływały się na grudniowy wywiad w telewizji, podczas którego kobieta zapowiadała, że "usunie ciążę w wigilię". Z wywiadu wynikało, że chce ona zrobić to samodzielnie.

Według prokuratora Przemysława Nowaka z wywiadu nie wynikało, że ktokolwiek miał kobiecie w tym pomagać, namawiać ją do tego lub brać w tym udział. Przypomniał, że tylko takie zachowania osób trzecich podlegają odpowiedzialności karnej przy przerwaniu ciąży niezgodnie z ustawą. Z tego powodu nie ma znaczenia prawnego to, czy kobieta sama usunęła ciążę. To, czy w ogóle była w ciąży, nie podlegało badaniu przez prokuraturę.

Jak pisała "Gazeta Wyborcza", gdy po wypowiedzi Katarzyny Bratkowskiej wybuchł skandal, ona sama wyjaśniała, że jej ciąża ma wymiar wyłącznie "polityczny". Potem mówiła też, że to m.in. protest wobec planów zaostrzenia prawa karnego co do aborcji.

Art. 152 kodeksu karnego mówi: "Kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę z naruszeniem przepisów ustawy, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Tej samej karze podlega, kto udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub ją do tego nakłania".