Dłuższe kolejki, mniej zabiegów, a w najbardziej drastycznych przypadkach bankrutujące szpitale - to całkiem realna wizja służby zdrowia od nowego roku. NFZ chce zmienić wycenę usług, czyli dać mniej pieniędzy na zabiegi. Do jutra dyrektorzy szpitali mają czas na ustosunkowanie się do tych propozycji.

REKLAMA

Przykłady mogę mnożyć, aczkolwiek nie chciałbym ludzi straszyć. Operacja np. guza oczodołu, nasz szpital jako jedyny w Małopolsce wykonuje tę operację - jego wycena spadła z 1000 punktów na 300 punktów - a każdy punkt to pieniądze, mówi w rozmowie z reporterem RMF FM Markiem Balawajdrem, dyrektor uniwersyteckiego szpitala w Krakowie Andrzej Kulig.

Lekarze podkreślają, że takie decyzje to śmierć dla szpitali i zagrożenie życia dla pacjentów. W odpowiedzi do funduszu, małopolski specjalista do spraw neonatologii profesor Ryszard Lauterbach napisał „To niebezpieczny pomysł, który nie będzie służył dobru pacjenta, a jedynie ułatwi pracę urzędnikowi NFZ”. Już teraz dyrektorzy szpitali w Małopolsce twierdzą solidarnie, że nie będą podpisywali kontraktów na zasadach, które zaproponował fundusz.

Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy (OZZL) wezwał we wtorek prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia do natychmiastowego zwiększenia wyceny świadczeń, finansowanych przez NFZ i udzielanych ubezpieczonym przez szpitale i przychodnie. Według Funduszu, zmiana wyceny w ciągu roku nie jest możliwa.

Według związku, NFZ wykorzystując swoją podwójnie monopolistyczną pozycję - wobec pacjentów i wobec świadczeniodawców - stosuje "z pełną świadomością wyzysk ekonomiczny wobec szpitali, przychodni, lekarzy, pielęgniarek i pozostałego personelu medycznego".