W dwa miesiące po wycofaniu sił izraelskich z Południowego Libanu, oddziały armii libańskiej zajęły tereny dawnej strefy bezpieczeństwa okupowanej 22 lata przez Izrael. Oznacza to, że na tym obszarze nie będzie już rządzić Hezbollah.

REKLAMA

Dzisiaj o świcie ponad 1000 żołnierzy regularnej armii libańskiej i żandarmerii zajęło pozycje na obszarze dawnej strefy okupowanej. Libańczycy - zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami Bejrutu - pojawili się przy granicy z Izraelem dopiero po zakończeniu dyslokacji na miejscu sił rozjemczych - UNIFIL. Siły ONZ mają odpowiadać za bezpieczeństwo na gorącej granicy, Libanczycy zaś za bezpieczeństwo w dawnej strefy z wyłączeniem rejonów położonych w bezpośrednim pobliżu granicy. Błękitne Hełmy w ostatnich dniach zostały rozlokowane w 17 punktach granicy, w wielu przypadkach z trudem przejmując kontrolę od oddziałów antyizraelskiej organizacji Hezbollah, które wypełniły próżnię powstałą po wycofaniu 24 maja wojsk Izraela i Armii Południowego

Libanu.

W ostatnich tygodniach, gdy zaczęły mnożyć się incydenty na granicy izraelsko- libańskiej, międzynarodowa społeczność nasiliła presję na Bejrut w sprawie jak najszybszego sprowadzenia na teren dawnej strefy regularnych jednostek armii, które miałyby stanowić przeciwwagę dla oddziałów Hezbollahu. Sytuację tę skrytykował w środę wiceminister obrony Izraela Efraim Sneh, wskazując, że to nie siły UNIFIL czy Hezbollahu, lecz właśnie armia libańska winna odpowiadać za bezpieczeństwo granicy z Izraelem i kontrolować "każdy metr linii granicznej".

00:25