W Świnoujściu, po 4 dniach prób, udało się wreszcie podnieść z dna kanału holownik Kuguar. Z jednostki zostanie teraz wypompowana woda, potem holownik zostanie przetransportowany na brzeg.

REKLAMA

Zatopiona trzy tygodnie temu jednostka jest tak uszkodzona, że nadaje się tylko na złom. To jest potężna wyrwa w lewej burcie, o wymiarach mniej więcej półtora metra na metr, przez którą bardzo szybko dostała się woda, dlatego bardzo szybko zatonął. W ten otwór właśnie weszła gruszka dziobowa statku, który staranował Kuguara - mówi armator Jarosław Dydo.

Do wypadku Kuguara doszło w połowie lutego. Holownik płynął ze Szczecina do Świnoujścia. Na kanale Piastowskim mijał się z prawie 100-metrowym statkiem. Z nieznanych przyczyn holownik nagle skręcił w lewo, wprost pod dziób masowca.

Po uderzeniu Kuguar szybko zatonął. Służby wyłowiły 5 osób, które były na holowniku. Wszystkie trafiły do szpitala.

Po badaniach okazało się, że załoga była pijana. Kapitan, który stał za sterem, stanie przed sądem.

(mpw)