To była prowokacja wymierzona we mnie - mówi RMF FM uniewinniony w pierwszej instancji Krzysztof Piesiewicz. Sąd oczyścił byłego senatora z zarzutów posiadania kokainy i nakłaniania do jej zażywania.

REKLAMA

Skandal z senatorem w roli głównej wybuchł pięć lat temu po tym, jak opublikowano film, na którym ubrany w sukienkę Piesiewicz wciąga do nosa biały proszek. Okazało się, że film nagrała kobieta, która później wraz z innymi osobami szantażowała senatora ujawnieniem nagrania.

Krzysztof Piesiewicz nie ma wątpliwości, że to, co stało się pięć lat temu, było bardzo skrupulatnie przygotowane. Na razie nie mam żadnych podejrzeń, wiem natomiast w sposób bezsporny, że koło tej sprawy kręciły się również inne osoby. A czy to miało aspekt polityczny, czy to miało aspekt jakiejś zemsty - nie wiem dzisiaj - powiedział Piesiewicz naszemu reporterowi. Kim są te "inne osoby", były senator nie chciał zdradzić.

Jak stwierdził, zanim w ogóle rozważy jakieś kolejne kroki, musi odpocząć i w końcu spokojnie spędzić święta.

Przeczytaj całą rozmowę Romana Osicy z Krzysztofem Piesiewiczem:

Krzysztof Piesiewicz: Wiem jako wieloletni adwokat, jako osoba która zna tę sprawę dokładnie, że gdybym był prokuratorem, to bym takiej sprawy do sądu nie wysłał. Proszę pamiętać, że ta sprawa była odpryskiem przygotowywanej wiele tygodni prowokacji w stosunku do mojej osoby. Bardzo inteligentnie wykonanej, bardzo precyzyjnie wykonanej, wielotygodniowe instruowanie kobiety, która tego dokonała, szkolenie jej w zakresie nośników, obrazu i dźwięku. To wszystko jest bardzo ciekawe.

Roman Osica: A czy ma pan jakieś informacje mówiące o tym, że mógł ktoś inny jeszcze za tym stać niż te osoby, które ogólnie są znane?

Na razie muszę złapać powietrze, bo całą noc nie spałem przed tym wyrokiem i chciałbym przez ten okres zbliżających się świąt, bo przez pięć lat to był dla mnie koszmar. Proszę pamiętać, że ktokolwiek mnie zna bliżej, moje życie było życiem człowieka pracowitego, uczciwego i przyzwoitego i niektóre opisy mojej sprawy przez niektóre osoby mnie zszokowały. Jakaś taka zapiekłość i takie nie spojrzenie wstecz, tzn. czy naprawdę to jest takie proste wszystko i czy ci, którzy kupowali te fotografie, te filmy, czy wiedzieli od kogo kupowali? Czy wiedzieli, że za tym stał m.in. człowiek skazany na dziewięć lat pozbawienia wolności za napady z bronią w ręku i gwałty? I inne osoby też były karane. Czy ci, którzy kupowali, wiedzieli o tym, że kupują kopie z domontowywanym obrazem i dźwiękiem? Może się nie trzeba zastanawiać, ale być może czas spojrzeć na człowieka, którego to dotyczy, dotychczasowe życie, sposób postępowania. Tak sobie teraz myślę, na razie dzisiaj jestem zmęczony po prostu.

Pan myśli, że to mogła być też jakaś polityczna prowokacja wymierzona właśnie w pana jako polityka?

Proszę pana, to że to była prowokacja to jestem pewien w stu procentach.

Chodzi o jakieś podłoże polityczne.


Chcę dodać jeszcze jedną rzecz, tego wyroku nie można odrywać od tamtej sprawy, bo ja miałem udostępnić 0,3 g kokainy osobom, które przygotowywały prowokację i najście na mój dom. A więc jeżeli się połączy te dwie sprawy, to dopiero jest opis całej sytuacji i mojej koszmarnej sytuacji. Ale to może wszystko. Ja na razie nie mam żadnych podejrzeń, wiem natomiast w sposób bezsporny, że koło tej sprawy kręciły się również inne osoby. A czy to miało aspekt polityczny, czy aspekt jakiejś zemsty, nie wiem dziś tego.

Ale jakie osoby ma pan na myśli, panie senatorze?

Proszę pana, niech pan mnie nie dusi.

Dobrze.

Wie pan, przyjdzie czas na napisanie książki, zajmiemy się tym.

Rozumiem. Panie senatorze - wyrok jest nieprawomocny, czy rozważa pan jakieś ruchy prawne po takim wyroku?

Wie pan nie myślę na razie o żadnych ruchach, na razie myślę o tym, żeby spędzić z rodziną trochę spokojniej święta, ponieważ ostanie pięć lat to był koszmar dla moich bliskich, którzy cały czas o tym myśleli. Widzieli co się ze mną dzieje, wie pan zawsze byłem człowiekiem wesołym, otwartym, ufnym w stosunku do ludzi i mnie to bardzo trzepnęło. Wie pan nie to, że są ludzie podli, tylko to, że w zasadzie mówiło się tylko o zdjęciu, natomiast nie mówiło się o bandytach, sprawcach, prowokacji, przygotowaniu i wie pan, człowiek nie musi być uwielbiany czy kochany, ale wymaga również, jeżeli od siebie wymaga, to od innych przyzwoitości w relacjonowaniu i opisywaniu.

W środę Sąd Rejonowy dla Warszawy-Żoliborza uniewinnił Krzysztofa Piesiewicza od wszystkich siedmiu zarzutów dotyczących posiadania w 2008 roku "nie mniej niż 0,2 g" kokainy oraz nakłaniania do jej zażywania dwóch kobiet, które go szantażowały (za szantaż zostały już wcześniej skazane na 1,5 roku więzienia). Wyrok jest nieprawomocny. Sędzia Iwona Strączyńska utajniła jego ustne uzasadnienie. Niejawny był również cały proces.

Prokuratura zapowiedziała już złożenie apelacji.

(edbie)