Nigdy nie przekazałem dziennikarzom tajnego raportu ABW dotyczącego wydarzeń w Gruzji - zarzeka się Piotr Kownacki. Jak informowaliśmy, szef Kancelarii Prezydenta jeszcze w tym miesiącu ma usłyszeć prokuratorskie zarzuty w tej sprawie. Zarzuty może również usłyszeć wiceszef BBN Witold Waszczykowski.

REKLAMA

Kownacki twierdzi, że są to jedynie sugestie ABW, która jest stroną tego postępowania, bo raport mógł wyciec także z tej instytucji. Dopytywany o konkrety Kownacki tracił jednak pewność siebie i długo zbierał myśli. W końcu przyznał, że spotkał się z dziennikarzami u siebie w gabinecie, ale jak przekonuje, już po ujawnieniu raportu. Potwierdził też, że to on wyjął raport ABW z tajnej kancelarii Pałacu Prezydenckiego, ale jak twierdzi dzień po: Po prostu chciałem się na własne oczy przekonać, czy to naprawdę jest w tym raporcie, bo to wydawało mi się aż niewiarygodne. To był powód, dla którego poprosiłem z kancelarii tajnej następnego dnia raport i go przeczytałem.

Kownacki twierdzi, że jest ofiarą nagonki. Próbuje mu się wmówić, że jest wielbłądem. Mówi, że nie wie, jak ma się bronić, więc na konferencje prasową przyszedł ze zdjęciem wielbłąda: Proszę porównać. Na tym zdjęciu jest wielbłąd, a to jestem ja. To naprawdę nie jest to samo. Kluczowa jednak dla losów Kownackiego będzie decyzja prokuratury.

Według informacji naszego reportera funkcjonariusze rozpracowywali Piotra Kownackiego angażując spore środki operacyjne. Szczegółowo sprawdzono billingi telefonów, informacje o logowaniu się do przekaźników platform komórkowych, tzw. BTS-ów. Przestudiowano także charakterystyczne błędy poszczególnych egzemplarzy raportu.

Z ustaleń Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wynika niezbicie, że raport dał dziennikarzom Kownacki. Zdanie ABW podziela prokuratura, która - według naszych informacji - zakończy śledztwo za kilka tygodni.