To trudna polityczna jesień dla PiS-u. Jeden z buntowników, Paweł Zalewski twierdzi, że do tej pory nie otrzymał żadnej oficjalnej informacji o zawieszeniu go w prawach członka partii. O wszystkim miał dowiedzieć się z mediów. Prezes Kaczyński decyzję podjął już w piątek i skierował sprawę do rozpatrzenia przez partyjny sąd.

REKLAMA

Sąd Prawa i Sprawiedliwości ma 30 dni na rozpatrzenie sprawy Zalewskiego, jak i pozostałych dwóch buntowników – Ludwika Dorna i Kazimierza Ujazdowskiego. Karol Karski, dyscyplinarny rzecznik PiS, zapewnia, że do wszystkich trzech polityków pismo z informacją o zawieszeniu zostało wysłane listami poleconymi w piątek.

Wczoraj oliwy do PiS-owskiego ognia dolał Ludwik Dorn, który w swoim internetowym blogu napisał, że konflikt w partii wywołał Jarosław Kaczyński. Wspierał się przy tym literackimi cytatami w stylu: „Niepotrzebne bitwy są ostatnią deską ratunku głupców”.

Karski blogowych wpisów Dorna – jak mówi – nie czyta. Uważam to za psychiczny ekshibicjonizm, psychiczną wiwisekcję - stwierdza.

Z kolei Paweł Zalewski zapewnia, że mimo zawieszenia go w prawa członka partii opuszczać nie zamierza. Ja nie widzę powodu, dla którego miałbym z partii występować, ponieważ nie zrobiłem nic niewłaściwego. Mam wrażenie, że byłoby to ułatwianie działania tym osobom, które od pewnego czasu rzeczywiście chciały mnie z niej wypchnąć.

To oznacza, że Zalewski czeka na partyjną egzekucję. Wtedy będzie postrzegany jako ofiara konfliktu a nie koniunkturalista, który dołącza do zwycięskiej Platformy Obywatelskiej.